Po dekadzie, w której Boston Celtics zdobyli dziewięć z dziesięciu możliwych tytułów, lata 70. przyniosły coś, czego NBA nie znała od dawna: prawdziwą nieprzewidywalność. Zamiast jednej dominującej dynastii, mistrzostwo w tej dekadzie zdobyło aż osiem różnych drużyn – od Milwaukee, przez Los Angeles, Nowy Jork, Golden State, Portland, Washington, aż po Seattle. To dekada rekordowych serii zwycięstw, przełomowych kontuzji, które w jednej chwili odmieniały losy całych sezonów, oraz cichego nadejścia dwóch nazwisk, które miały zdefiniować całą kolejną erę koszykówki: Larry’ego Birda i Magica Johnsona.
To także dekada, w której odchodziły wielkie postaci lat 60-tych (Wilt Chamberlain, Jerry West, Oscar Robertson, Willis Reed) ustępując miejsca nowemu pokoleniu gwiazd: Kareemowi Abdul-Jabbarowi, Rickowi Barry’emu, Billowi Waltonowi. Wprowadzono linię rzutów za trzy punkty, ligę wstrząsnęła fuzja z rywalizującą ABA, a jeden z najbardziej brutalnych incydentów w historii sportu zmienił sposób, w jaki NBA traktowała przemoc na boisku.
Poniżej znajdziesz historię tej dekady opowiedzianą sezon po sezonie – od pierwszego mistrzostwa Kareema Abdul-Jabbara, przez rekordową serię 33 zwycięstw Lakers, aż po debiut dwóch zawodników, którzy mieli na nowo zdefiniować koszykówkę.
[SPIS TREŚCI]
Sezon 1970/71 – Jabbar wstrząsa ligą
Sezon 1971/72 – Lakers wygrywają 69 meczów, w tym 33 z rzędu
Sezon 1972/73 – Knicks powracają na szczyt
Sezon 1973/74 – stara gwardia odchodzi w cień, Celtics wracają do gry
Sezon 1974/75 – Rick Barry prowadzi Warriors do mistrzostwa
Sezon 1975/76 – trzy dogrywki dają Celtom trzynaste mistrzostwo (część 2)
Sezon 1976/77 – „Blazermania” króluje na parkietach (część 2)
Sezon 1977/78 – kontuzja Waltona otwiera furtkę dla Bullets (część 2)
Sezon 1978/79 – Sonics lepsi od Bullets w powtórce Finału (część 2)
Sezon 1979/80 – Magic i Bird zwiastunami zmian w lidze (część 2)
Najważniejsze fakty w skrócie (część 3)
FAQ (część 3)
Sezon 1970/71 – Jabbar wstrząsa ligą
Przed sezonem do NBA dołączyły kolejne trzy zespoły – z Buffalo, Cleveland i Portland. Wprowadzono też nowy podział na cztery dywizje, po dwie w każdej konferencji. Skala rozwoju ligi w tym czasie była ogromna: w 1965 roku dziewięć zespołów liczących łącznie 108 zawodników rozgrywało 360 spotkań w sezonie, a zaledwie pięć lat później liga liczyła już 17 zespołów, 204 graczy, a cały sezon obejmował 697 meczów.
Kareem Abdul-Jabbar rządził ligą z wdziękiem niezwykłym jak na zawodnika o wzroście 7 stóp. Jego rzut „sky hook” stał się najgroźniejszą bronią ofensywną tamtych czasów. Zdobywał średnio najwięcej punktów w lidze (31,7 na mecz) i po raz pierwszy w karierze otrzymał tytuł MVP. U jego boku grali skrzydłowi Greg Smith i Bob Dandridge oraz obrońcy Lucius Allen i Jon McGlocklin, wspierający Oscara Robertsona. Robertson był już w tamtym momencie najlepszym strzelcem i rozgrywającym w historii ligi, zdobywał już nagrody Rookie of the Year i MVP, ale nigdy wcześniej nie zdobył mistrzostwa. Dopiero teraz, w wieku 32 lat, miał dostąpić tego zaszczytu.
Milwaukee miało najlepszy bilans zwycięstw w lidze (66) i w play-offach szybko, bo w pięciu meczach, rozprawiło się z zespołami z San Francisco i Los Angeles. Niespodziewanym finałowym rywalem okazał się zespół z Baltimore, który w finale konferencji, w siedmiu meczach, pokonał broniących tytułu Knicks. Podczas tej zaciętej serii kontuzji doznali podstawowi gracze Baltimore (Wes Unseld, Earl Monroe i Gus Johnson) co skrzętnie wykorzystali Bucks, wygrywając wielki finał w najkrótszej możliwej serii czterech spotkań, zaledwie po raz drugi w historii finałów NBA.
Larry Costello, który zakończył karierę zawodniczą po sezonie 1967/68, został mianowany trenerem młodego i niedoświadczonego zespołu Bucks. Gdy do drużyny trafił Jabbar, sytuacja klubu zmieniła się diametralnie. Kierownictwo widziało w nim fundament zespołu prowadzonego do wielkich sukcesów, otoczonego przez kilku wybitnych zawodników – i dokładnie tak się stało, mimo że zarówno Jabbar, Costello, jak i Robertson z natury byli zawodnikami stawiającymi na własną grę. „Ja, Larry i Oscar mieliśmy podobny sposób myślenia” – wspominał po latach Jabbar. „Wiedzieliśmy, że jeśli będziemy maksymalnie efektywni, to szanse na nasze błędy będą znacznie mniejsze.” W 1971 roku Milwaukee popełniło tych błędów najmniej.
Sezon 1971/72 – Lakers wygrywają 69 meczów, w tym 33 z rzędu
Mimo wspaniałej gry przez lata, Elgin Baylor nigdy nie zdołał pokonać Celtics w finałach NBA. Wybierany dziesięciokrotnie do All-NBA First Team skrzydłowy musiał zakończyć karierę już po dziewięciu meczach nowego sezonu – kontuzje coraz mocniej dawały o sobie znać 37-letniemu zawodnikowi.
Bill Sharman, były obrońca Celtics, mianowany nowym trenerem Lakers, miał zaszczepić swoim zawodnikom wolę walki do samego końca – dokładnie to, czego sam nauczył się od Reda Auerbacha. Podstawowi gracze zespołu, Chamberlain (35 lat) i West (33 lata), zbliżali się powoli ku końcowi karier, więc głównym zadaniem nowego trenera było odpowiednie dobranie nowych zawodników do dwóch gwiazd, by w końcu mogli zdobyć mistrzostwo.
Rekordowa seria
Skrzydłowi Jim McMillian i Happy Hairston oraz obrońca Gail Goodrich doskonale dopełnili tę układankę. Zespół zaliczył najdłuższą w historii NBA (i w ogóle w wielkim sporcie zawodowym Ameryki Północnej) serię 33 kolejnych zwycięstw, trwającą od 5 listopada 1971 do zwycięstwa 7 stycznia 1972 roku, przerwaną dwa dni później porażką z Milwaukee. Ostateczny bilans 69-13 był wtedy najlepszy w historii ligi – rekord, który przetrwał aż do sezonu 1995/96, gdy Chicago Bulls osiągnęli wynik 72-10. Chamberlain, notując wtedy najniższą średnią punktową w swojej karierze (14,8 na mecz), świadomie ograniczył grę ofensywną na rzecz obrony i zbiórek – prowadził w lidze zarówno pod względem skuteczności rzutów z gry (64,9%), jak i liczby zbieranych piłek (19,2 na mecz), podczas gdy Goodrich (25,9 ppg) i West (25,8 ppg) stanowili główną siłę ofensywną zespołu.
Lakers „wysweepowali” Chicago, a następnie pokonali Milwaukee w sześciu meczach, w których Chamberlain bezapelacyjnie dominował nad Kareemem Abdul-Jabbarem. New York Knicks okazali się lepsi kolejno od Baltimore i Bostonu, ale pozbawieni Willisa Reeda w finałowej serii, wygrali tylko jedno spotkanie.
Podobnie jak wcześniej Baylor, West zawsze grał wspaniale, gdy jego zespół przegrywał decydujące o mistrzostwo mecze – ale gdy wreszcie udało mu się zdobyć mistrzostwo, okazało się, że sam nie jest już tak dominującym zawodnikiem jak dawniej i w serii finałowej grał wyraźnie poniżej swoich możliwości. „W finale grałem tragicznie, ale zdobyliśmy mistrzostwo” – opowiadał West. „Wydaje mi się to niesprawiedliwe, że po tym, jak przez wiele lat nadawałem ton swojej drużynie i przegrywaliśmy, zacząłem grać gorzej, a los się odwrócił i zostaliśmy mistrzami. Teraz, gdy zdobyliśmy mistrzostwo, byłem tylko jednym z trybów wielkiej maszyny. Ale to chyba właśnie na tym polega gra zespołowa.”
Sezon 1972/73 – Knicks powracają na szczyt
Willis Reed wracał do gry z nowym zapałem, po tym jak kontuzja ograniczyła jego występy w poprzednim sezonie do zaledwie 11 spotkań. Earl Monroe i Walt Frazier (niegdyś rywale, gdy Monroe grał jeszcze w Baltimore) uczyli się teraz grać razem, tworząc linię obrony Knicks. Jerry Lucas, podobnie jak Monroe pozyskany w wymianie, dzielił czas gry na środku z Reedem. Bill Bradley i Dave DeBusschere pozostawali podstawowymi skrzydłowymi zespołu, a Phil Jackson wychodził do gry z ławki.
Najlepszym zespołem sezonu zasadniczego był jednak ponownie Boston, budowany na nowo wokół Johna Havlicka, z młodymi gwiazdami Jo Jo White’em i Dave’em Cowensem oraz weteranami Paulem Silasem i mistrzami z 1969 roku – Donem Chaneyem, Donem Nelsonem i Satchem Sandersem. Boston wygrał aż 68 spotkań, zaledwie jedno mniej niż rekordowe osiągnięcie Lakers rok wcześniej. Najgorszym zespołem ligi, z zaledwie dziewięcioma zwycięstwami, byli natomiast 76ers, którzy stracili swojego najlepszego zawodnika, Billy’ego Cunninghama, przechodzącego do gry w ABA.
Gracze z Nowego Jorku przeszli jak burza przez rywalizację z Baltimore, by po sześciu meczach walki „ząb za ząb” nadspodziewanie łatwo pokonać młodych, choć niezbyt jeszcze doświadczonych rywali z Bostonu w decydującym siódmym meczu finału konferencji. Lakers pokonali po siedmiomeczowej serii rywali z Chicago, a następnie w pięciu meczach odesłali do domu zawodników Golden State, po raz kolejny awansując do finału.
Te dwie drużyny spotykały się w decydującej o mistrzostwie rywalizacji już po raz trzeci w ciągu ostatnich czterech lat, więc nie miały przed sobą wielu tajemnic. W pierwszym meczu lepsi byli Lakers, ale mistrzami zostali Knicks, rozstrzygając na swoją korzyść kolejne cztery spotkania – drugi tytuł mistrzowski w historii klubu.
Najlepszym zespołem sezonu zasadniczego był Boston, mistrzostwo zdobyli Knicks, ale to w innej drużynie grał zawodnik, którego wyczyn do dziś wydaje się nie do powtórzenia. Cincinnati Royals, rozgrywający tego sezonu swoje mecze w dwóch miastach (Kansas City i Omaha) nie zdołali awansować do gier posezonowych z bilansem 36-46, ale kibice tego zespołu mieli wiele powodów do radości za sprawą rozgrywającego swój trzeci sezon w NBA obrońcy, Nate’a „Tiny’ego” Archibalda. Mierzący zaledwie 6 stóp Archibald prowadził w statystykach ligi w dwóch kategoriach jednocześnie – zdobywanych punktach (średnio 34 na mecz) i asystach (11,4 na mecz), grając przy tym przeciętnie aż 46 minut w każdym spotkaniu – również najwięcej w całej lidze.
Sezon 1973/74 – stara gwardia odchodzi w cień, Celtics wracają do gry
Odejście Wilta Chamberlaina na sportową emeryturę, po tym jak zdobył w karierze ponad 31 000 punktów i 23 000 zbiórek, zapowiadało spore zmiany w składach wielu zespołów. „Stara gwardia” albo już odeszła, albo wyraźnie się do tego zbliżała – Willis Reed, Dave DeBusschere i Jerry Lucas rozgrywali swoje ostatnie sezony w barwach Knicks, a Jerry West z Lakers i Oscar Robertson z Milwaukee również szybkimi krokami zmierzali ku końcowi karier.
Beneficjentem takiego stanu rzeczy stali się gracze Bostonu, w składzie których łączyły się rutyna i opanowanie weteranów z szybkością oraz atletyzmem młodych zawodników. John Havlicek wciąż był na tyle dobry, by zaliczać średnio 22,6 punktu na mecz, a Dave Cowens notował 15,7 zbiórki, przeciwstawiając innym środkowym szybkość i wielką determinację w grze. Tom Heinsohn po raz piąty z rzędu był trenerem zespołu, ale to decyzje kadrowe Reda Auerbacha ponownie uczyniły z Celtics kandydata do mistrzostwa.
Celtics wygrali 56 spotkań – o 12 mniej niż rok wcześniej, ale wciąż najwięcej na Wschodzie. W play-offach pokonali Buffalo i starzejących się Knicks, awansując do finału po raz pierwszy od 1969 roku. Na Zachodzie brylował Kareem Abdul-Jabbar, który zdobył swój trzeci z rzędu tytuł MVP, notując przeciętnie 27 punktów i 14,5 zbiórki na mecz oraz prowadząc Milwaukee do najlepszego bilansu w całej lidze (59-23). Po pokonaniu starzejących się Lakers w pięciu meczach i sweepie na Chicago, obie drużyny spotkały się w finale.
Seria była wielkim pojedynkiem dwóch zawodników: Cowensa i Jabbara, z których każdy robił, co mógł, by zapewnić swojemu zespołowi zwycięstwo. Po sześciu meczach był remis 3-3, a dwa spotkania Milwaukee rozstrzygnęło na swoją korzyść dopiero po dogrywce. W meczu nr 7 Celtics zmienili taktykę, zaczynając podwajać, a nawet potrajać krycie na Jabbarze. Uwolniony od obowiązku samodzielnego pilnowania go, Cowens zanotował 28 punktów, prowadząc swoją drużynę do zwycięstwa 102-87.
Podczas tego finału John Havlicek miał już na karku 34 lata, ale wciąż pozostawał tak samo groźnym zawodnikiem jak w latach 60., gdy pomagał zdobywać Celtics sześć tytułów mistrzowskich. „Gdy wszystko idzie gładko, po prostu zbieramy owoce naszej pracy” – wyjaśniał Paul Silas. „I czasami wygląda to tak, jakbyśmy pomijali wielki wkład Johna w nasz sukces. Ale gdy przychodzą ciężkie potyczki, wtedy wszyscy oglądają się na niego i oczekują wspaniałego występu. Robimy to instynktownie, bo on jest zawodnikiem, który zawsze odwracał złe momenty w chwile radości i chwały.”
Sezon 1974/75 – Rick Barry prowadzi Warriors do mistrzostwa
Jerry West i Oscar Robertson zakończyli kariery po poprzednim sezonie, pozostawiając swoje zespoły wyraźnie osłabione. Zarówno Lakers, jak i Milwaukee zajmowały wtedy dolne miejsca w swoich dywizjach. Stworzyło to okazję dla głodnych sukcesu młodych zespołów Konferencji Zachodniej, a żaden z nich nie był bardziej głodny niż Golden State Warriors. Al Attles, związany z tym klubem od 1960 roku (najpierw jako zawodnik, potem jako trener) zbudował grupę jedenastu wspaniale uzupełniających się zawodników, na czele której stał będący u szczytu formy 30-letni Rick Barry. Attles pozyskał młodego centra Clifforda Raya w zamian za starzejącego się Nate’a Thurmonda oraz obrońcę Butcha Bearda, a w drafcie postawił na Jamaala (wtedy jeszcze Keitha) Wilkesa z UCLA i obrońcę Charlesa Johnsona z University of California.
Ta z pozoru przypadkowa zbieranina zawodników wygrała 48 spotkań i całą konferencję. W play-offach odesłali z kwitkiem Seattle, prowadzone przez trenera Billa Russella, w sześciu spotkaniach, a Chicago Bulls w siedmiu meczach, awansując do finału. Washington Bullets wygrali na Wschodzie aż 60 spotkań, ale mieli bardzo ciężką przeprawę z prowadzonymi przez najlepszego strzelca ligi, Boba McAdoo (34,4 ppg), Buffalo Braves w półfinale konferencji – dopiero po siedmiu meczach awansowali do finału konferencji, gdzie zmierzyli się z Celtics, którzy w sezonie zasadniczym mieli identyczny bilans 60 zwycięstw i 22 porażek.
Bullets dysponowali znakomitą kombinacją zawodników na pozycjach centra i rzucającego obrońcy w osobach Elvina Hayesa i Phila Cheniera. Dopracowana niemal do perfekcji gra „inside-outside” pozwoliła im pokonać Celtics w sześciu meczach. W finale to oni byli faworytami, ale gracze Golden State zaskoczyli koszykarski świat, wygrywając cztery kolejne spotkania i zdobywając mistrzostwo w najkrótszej możliwej serii, dopiero po raz trzeci w wtedy 29-letniej historii NBA.
Bullets byli wówczas bardzo doświadczonym zespołem, z takimi zawodnikami jak Elvin Hayes, Wes Unseld, Mike Riordan, szybki rozgrywający Kevin Porter i celny strzelec Phil Chenier. „Na papierze” byli dużo silniejsi niż Warriors, ale jak mówi stare koszykarskie przysłowie – meczów nie rozgrywa się na papierze, tylko na parkiecie. Po zdobyciu mistrzostwa Rick Barry powiedział: „Oni są chyba największymi przegranymi w historii finałów NBA, największą negatywną niespodzianką. Ten sezon był prawie jak z bajki. Wszystko było na swoim miejscu. To mistrzostwo jest czymś, co będę sobie cenił do końca życia.”
Sezon 1975/76 – trzy dogrywki dają Celtom trzynaste mistrzostwo
Tuż przed startem sezonu swój akces do NBA zgłosiły dwie najsilniejsze wówczas drużyny rywalizującej ABA – New York Nets i Denver Nuggets. Nie zostały jeszcze przyjęte do ligi (stało się to dopiero rok później), ale NBA poczyniła kolejny krok w swoim rozwoju za sprawą zmian we władzach. Nowym, trzecim w historii komisarzem NBA, następcą zdymisjonowanego Waltera Kennedy’ego, został Larry O’Brien – wysoko postawiony polityk, były przewodniczący Demokratycznego Komitetu Narodowego, którego biuro było sceną słynnej afery Watergate. Znany był z wielkiej zręczności w prowadzeniu negocjacji i politycznej bystrości w wykorzystywaniu bieżącej sytuacji do własnych celów.
Warriors udowodnili, że ich mistrzostwo sprzed roku nie było dziełem przypadku, notując najwięcej zwycięstw w lidze (59). Boston, który przed sezonem pozyskał z Phoenix rzucającego obrońcę Charliego Scotta w zamian za Paula Westphala, był najlepszy na Wschodzie z bilansem 54-28. Najbardziej sensacyjna wymiana zawodników tego sezonu miała miejsce jednak na linii Milwaukee – Los Angeles Lakers: barwy Jeziorowców zasilił Kareem Abdul-Jabbar, a w przeciwnym kierunku powędrowali Elmore Smith, Brian Winters, Junior Bridgeman i Dave Meyers. Mimo wspaniałej gry Jabbara i jego kolejnego tytułu MVP (27,7 punktu i 16,9 zbiórki na mecz – najlepszy wynik w lidze), Lakers nie zdołali nawet awansować do play-offów, kończąc sezon z bilansem 40-42.
Celtics w drodze do finału pokonali Buffalo i Cleveland. Ich niespodziewanym przeciwnikiem okazali się gracze Phoenix, którzy pod wodzą najlepszego debiutanta sezonu, Alvana Adamsa, wyeliminowali najpierw Seattle, a następnie, w siedmiu meczach, faworyzowanych Golden State Warriors. Lepsi w wielkim finale okazali się bostończycy, zdobywając swój drugi w ciągu ostatnich trzech lat, a trzynasty w historii klubu tytuł mistrzowski. Potrzebowali na to sześciu meczów, z których najbardziej pamiętne było spotkanie nr 5, wygrane przez Celtics 128-126 dopiero po trzech dogrywkach.
Najbardziej pamiętny mecz dekady
W historii NBA jest może kilkanaście potyczek, o których będzie się mówić przez długie lata, wspominając poszczególne zagrania i zdobycze zawodników. Choć ten konkretny mecz nie decydował bezpośrednio o mistrzostwie, z pewnością do takich należy.
Pod koniec drugiej dogrywki John Havlicek trafił trudny rzut z odległości 15 stóp, dający jego drużynie prowadzenie 111-110. Fani Celtics już wbiegali na parkiet, świętując zwycięstwo, gdy okazało się, że na zegarze pozostała jeszcze jedna sekunda gry. Gdy kibiców udało się usunąć z boiska, Paul Westphal poprosił o czas dla swojej drużyny – mimo że Phoenix nie miało już do tego prawa.
Sędziowie ukarali Suns, przyznając Celtom rzut wolny. Celny rzut dał bostończykom dwupunktową przewagę, ale gracze Phoenix mogli teraz rozpoczynać akcję z linii środkowej boiska. Rzut oddany przez Jo Jo White’a nie trafił do celu, ale Suns udało się zebrać piłkę, która ostatecznie trafiła do Gara Hearda – ten rzutem z ponad 20 stóp doprowadził do trzeciej dogrywki. W niej lepsi okazali się już gracze Bostonu, głównie za sprawą rezerwowego skrzydłowego Glenna McDonalda, który zdobył w tej części meczu sześć punktów.
Sezon 1976/77 – „Blazermania” króluje na parkietach NBA
Przed sezonem, za łączną opłatą w wysokości 3,2 mln dolarów, do ligi dołączyły cztery zespoły z rozwiązanej ABA: New York Nets, Indiana Pacers, Denver Nuggets i San Antonio Spurs. Pozostali zawodnicy tej ligi, w tym środkowy Artis Gilmore z Kentucky Colonels, zostali przydzieleni do zespołów NBA w tzw. dispersal draft. Liga liczyła teraz 22 zespoły, a system play-off zmieniono tak, by do gier posezonowych kwalifikowało się 12 drużyn, ze zwycięzcą każdej z czterech dywizji otrzymującym wolny los w pierwszej rundzie.
Portland, które w pierwszych sześciu sezonach gry w NBA nigdy nie miało dodatniego bilansu, pod wodzą Jacka Ramseya, byłego trenera 76ers i Buffalo Braves, znacznie poprawiło swoje osiągnięcia. Center Bill Walton, który większość dwóch pierwszych sezonów w lidze spędził na ławce kontuzjowanych, miał teraz świetnego partnera w osobie zdobywającego mnóstwo punktów i zbiórek Maurice’a Lucasa, pozyskanego z ABA w dispersal draft. Tę dwójkę uzupełniali inni znakomici gracze – niski skrzydłowy Bobby Gross, rozgrywający Dave Twardzik i rzucający obrońca Lionel Hollins. Mimo że nie byli najlepsi w swojej dywizji, w drodze do mistrzostwa pokonali kolejno Chicago, Denver, Lakers, a w samym finale – 76ers, w barwach których grał były supergwiazdor ABA, Julius Erving.
Przed sezonem 1976/77 niewielu wiedziało, że w NBA w ogóle gra zespół z Portland – w pierwszych sześciu sezonach istnienia klub wygrywał przeciętnie zaledwie 28 spotkań rocznie i nawet nie otarł się o play-offy. Ale w tym jednym, niemal magicznym sezonie wszyscy dowiedzieli się, czym jest „Blazermania„. Trail Blazers, prowadzeni przez rudowłosego centra Billa Waltona, grali wspaniałą, zespołową koszykówkę – dokładnie taką, jaka wcześniej przyniosła tytuły najpierw Celtics, a potem Knicks.
Sezon 1977/78 – kontuzja Waltona otwiera furtkę dla Bullets
Dwa poważne incydenty rzuciły cień na rozgrywki nowego sezonu. Kareem Abdul-Jabbar uderzył młodego środkowego Milwaukee, Kenta Bensona, łamiąc mu przy tym rękę. Komisarz O’Brien ukarał go grzywną w wysokości 5000 dolarów, a sam Jabbar opuścił z tego powodu 20 spotkań, co poważnie osłabiło szanse Lakers na mistrzostwo. Benson opuścił mniej meczów, ale po tym zdarzeniu nie był już tym samym zawodnikiem i nigdy nie spełnił pokładanych w nim nadziei po świetnej grze na uniwersytecie w Indianie.
Bójka Washingtona z Tomjanovichem
Znacznie poważniejsze zdarzenie miało miejsce 9 grudnia 1977 roku, w meczu Lakers z Houston Rockets. Kermit Washington, potężny skrzydłowy Lakers, wdał się w starcie z centrem Houston, Kevinem Kunnertem. Gdy Kareem Abdul-Jabbar próbował rozdzielić walczących, chwytając Kunnerta, w stronę zamieszania podbiegł gwiazdor Rockets, Rudy Tomjanovich – z zamiarem uspokojenia sytuacji. Washington, widząc kątem oka nadbiegającego zawodnika i błędnie odczytując jego intencje jako atak, odwrócił się i zadał mu potężny cios pięścią prosto w twarz.
Skutki uderzenia były druzgocące – Tomjanovich doznał złamania podstawy czaszki, złamania szczęki i nosa oraz wycieku płynu mózgowo-rdzeniowego; lekarze ocenili, że jego życie było w niebezpieczeństwie. Spędził w szpitalu kilka tygodni i nie zagrał już w tamtym sezonie, choć ostatecznie w pełni wrócił do zdrowia i rok później wystąpił nawet w Meczu Gwiazd. Washington został ukarany grzywną i zawieszeniem na dwa miesiące, tracąc przy tym ponad 50 000 dolarów w niewypłaconych poborach – jedną z najdłuższych kar w historii ligi za incydent na boisku. Zdarzenie na trwałe zmieniło podejście NBA do przemocy na parkiecie: liga wprowadziła zasadę automatycznego usunięcia z boiska za rzucenie pięścią (nawet nietrafione) oraz dodała trzeciego sędziego, którego zadaniem było między innymi wcześniejsze wyłapywanie i studzenie tego rodzaju sytuacji.
Zespół z Portland miał najlepszy bilans w lidze (58-24), ale jego szanse na mistrzostwo mocno zmalały, gdy kontuzji doznało kilku czołowych zawodników, w tym sam Walton. Zamiast Trail Blazers, w finale zmierzyły się dwa zespoły, które nawet nie wygrały swoich dywizji – Washington i Seattle. Bullets, którzy w swojej historii grali już dwukrotnie w finałach, nie wygrywając w nich ani jednego meczu, tym razem stanęli na wysokości zadania i zdobyli mistrzostwo, mimo że przegrywali już w serii 2-3.
Surowy, twardą ręką prowadzący swoich zawodników trener Dick Motta i dziesięciokrotny uczestnik Meczu Gwiazd, Elvin Hayes, byli zupełnie różnymi osobowościami, ale w tym czasie udało im się dojść do kompromisu i zgodnie działać dla dobra klubu. Jak się później okazało, był to jedyny tytuł mistrzowski zarówno dla Hayesa (1303 mecze w NBA), jak i dla Motty (1719 meczów w roli trenera zespołów NBA). „Mieliśmy wtedy w zespole ogromne pokłady talentu” – wspominał Hayes. „Tacy zawodnicy jak Mitch Kupchak, Larry Wright, Charles Johnson czy Greg Ballard wychodzili do gry z ławki, a przecież każdy z nich mógł z powodzeniem grać w wyjściowej piątce innego zespołu.
W pierwszej piątce grali Wes Unseld, Kevin Grevey, Tom Henderson, Bobby Dandridge i ja. Od ławki po wyjściową piątkę, wszyscy byliśmy bardzo zgrani.”
Sezon 1978/79 – Sonics lepsi od Bullets w powtórce finału sprzed roku
Przerwa letnia przed sezonem 1978/79 okazała się mieć spory ciężar gatunkowy dla całej dekady, jaka miała nadejść. Larry Bird, zawodnik pierwszego roku z Indiana State, został wybrany z szóstym numerem draftu 1978 roku przez Boston Celtics. Choć Bird musiał pozostać jeszcze na uczelni przez rok, po raz kolejny okazało się, że Red Auerbach trafił ze swoim wyborem w dziesiątkę.
Mistrzami poszczególnych dywizji zostały: Washington Bullets (Atlantic), którzy z 54 zwycięstwami osiągnęli najlepszy bilans w całej lidze; San Antonio Spurs (Central), z George’em Gervinem, po raz drugi z rzędu królem strzelców NBA; Kansas City Kings (Midwest), którzy w pierwszym sezonie pod wodzą Cottona Fitzsimmonsa awansowali do play-offów dopiero po raz drugi od przeprowadzki z Cincinnati; oraz Seattle SuperSonics, triumfatorzy dywizji Pacific.
Z tych czterech zespołów tylko gracze z Kansas City nie awansowali do kolejnej rundy, przegrywając z bardzo ofensywnie nastawionym zespołem Phoenix, prowadzonym przez Paula Westphala i Waltera Davisa. Washington przegrywał już 1-3 w finale konferencji z San Antonio, ale zdołał wygrać trzy kolejne mecze łączną różnicą 14 punktów, zachowując szanse na drugi z rzędu tytuł mistrzowski. Gracze Seattle wygrali dwa pierwsze mecze z Phoenix, potem przyszły trzy porażki, ale kolejne dwa spotkania rozstrzygnęli na swoją korzyść łączną różnicą zaledwie pięciu punktów. Kibice obu drużyn mogli znów szykować się na powtórkę z zeszłego sezonu.
Powtórzył się jednak tylko skład finału, nie wynik. Washington był lepszy o dwa punkty w pierwszym meczu, po tym jak Larry Wright trafił dwa rzuty wolne, gdy na zegarze nie zostało już czasu na rozegranie kolejnej akcji. Ale Supersonics, z Dennisem Johnsonem wybranym później MVP finałów, wygrali kolejne cztery mecze, zdobywając tytuł mistrzowski i uznanie w środowisku NBA. Najlepszym strzelcem zespołu był Gus Williams, najwięcej piłek zbierał Jack Sikma, a najbardziej nieprawdopodobne rzuty z każdej odległości trafiał Fred „Downtown” Brown.
Zdaniem trenera Lenny’ego Wilkensa to jednak 35-letni Paul Silas, notujący średnio zaledwie 5,6 punktu i 7 zbiórek na mecz, były zawodnik Celtics, był kluczową postacią tych finałów. „Patrząc na któregokolwiek gracza tego zespołu, wszędzie można było dojrzeć wpływ Paula” – mówił Wilkens. Silas rozgrywał wtedy swój piętnasty, przedostatni sezon w karierze, ale to właśnie on przyniósł ze sobą odrobinę magii Celtics na północno-zachodni skrawek koszykarskiej mapy NBA.
Sezon 1979/80 – Magic i Bird zwiastunami dużych zmian w lidze
Ten sezon zapisał się w pamięci kibiców przede wszystkim jako ten, w którym do ligi wkroczyli dwaj wyjątkowi debiutanci (Larry Bird i Magic Johnson) ale miał on też kilka innych ważnych wydarzeń. Wprowadzono rzut za trzy punkty, od pewnego czasu popularny już w konkurencyjnej ABA. New Orleans Jazz przenieśli się do Salt Lake City, przyjmując nową nazwę Utah Jazz. Zmieniono też układ terminarza tak, by drużyny rozgrywały więcej spotkań z zespołami z własnej dywizji, a mniej z rywalami z innych dywizji.
Na dwóch przeciwległych wybrzeżach USA pojawili się dwaj wspaniali debiutanci, niemal natychmiast czyniąc ze swoich zespołów znacznie lepsze drużyny. W Bostonie, po tym jak w 1978 roku karierę zakończył Havlicek, osłabiony zespół wygrał zaledwie 29 spotkań. Przyjście Birda odmieniło sytuację – ten znakomity rookie, obok takich zawodników jak Cowens, trzecioroczny Cedric Maxwell, Archibald i Chris Ford, na nowo wprowadził Celtics do grona potentatów, z bilansem 61-21, lepszym od poprzedniego aż o 32 zwycięstwa. To było jednak wciąż za mało wobec Philadelphii (59-23), która prowadzona przez Ervinga pokonała Celtics w pięciu meczach, awansując do wielkiego finału.
W Los Angeles z kolei Lakers cieszyli się w tym sezonie sporą dawką „magicznej” gry Johnsona. Talent i entuzjazm młodego debiutanta zdawał się odmładzać samego Jabbara, co przełożyło się na 60 zwycięstw i awans do finału. Napędzani świetną grą Jabbara i Johnsona, który w decydującym spotkaniu godnie zastąpił kontuzjowanego centra, Lakers zdobyli w sześciu meczach swoje pierwsze mistrzostwo lat 80.
Abdul-Jabbar, którego ostatni tytuł mistrzowski pochodził jeszcze z 1971 roku, gdy grał w barwach Milwaukee, dominował w pierwszych pięciu meczach finału, korzystając raz po raz ze wspaniałych asyst Johnsona. Niestety właśnie w piątym meczu skręcił kostkę i nie mógł polecieć z drużyną na szósty mecz do Filadelfii.
Lakers, którzy nie mieli już wiele do stracenia, wybiegli na parkiet hali Spectrum rozluźnieni i pewni siebie, w żaden sposób niezdeprymowani zaistniałą sytuacją. Jamaal Wilkes rozegrał jedno z najlepszych spotkań w karierze, zaliczając 37 punktów. Ale nagłówki gazet następnego dnia wychwalały nie jego, lecz Johnsona.
„It’s Magic!” – i rzeczywiście było w tym coś z magii, bo Johnson zastąpił na pozycji centra Jabbara, przez cały mecz grając praktycznie na wszystkich pozycjach na boisku – 42 punkty, 15 zbiórek i 7 asyst, ukoronowanie jednego z najlepszych w historii występów pojedynczego zawodnika w meczu finałowym. „Wiemy, że cierpisz z powodu kontuzji” – krzyczał wtedy do kamer, do milionów kibiców, a przede wszystkim do samego Jabbara, rozradowany Johnson. „Ale chcemy, żebyś wstał i poszedł z nami. Idziemy tańczyć i świętować mistrzostwo!”
Lata 70. w NBA – najważniejsze fakty w skrócie
- Mistrzowie NBA dekady (1970/71–1979/80) – Milwaukee Bucks (1971), Los Angeles Lakers (1972, 1980), New York Knicks (1973), Boston Celtics (1974, 1976), Golden State Warriors (1975), Portland Trail Blazers (1977), Washington Bullets (1978), Seattle SuperSonics (1979).
- Najbardziej nieprzewidywalna dekada w historii ligi: aż osiem różnych drużyn zdobyło mistrzostwo w ciągu dziesięciu sezonów – więcej niż w jakiejkolwiek innej dekadzie NBA do tamtego momentu.
- Rekord wszech czasów: Los Angeles Lakers w sezonie 1971/72 ustanowili rekordową serię 33 zwycięstw z rzędu oraz bilans 69-13 – oba rekordy przetrwały aż do sezonu 1995/96 Chicago Bulls.
- Najbardziej niewiarygodny indywidualny wyczyn: Nate „Tiny” Archibald w sezonie 1972/73 jako jedyny zawodnik w historii NBA prowadził ligę jednocześnie w punktach (34 ppg) i asystach (11,4 apg).
- Przełomowy, mroczny moment dekady: brutalny incydent Kermit Washington – Rudy Tomjanovich (9 grudnia 1977) trwale zmienił podejście NBA do przemocy na boisku, wymuszając nowe zasady dyscyplinarne i wprowadzenie trzeciego sędziego.
- Fuzja z ABA (1976): cztery zespoły rywalizującej ligi – New York Nets, Indiana Pacers, Denver Nuggets i San Antonio Spurs – dołączyły do NBA, na trwałe zmieniając mapę ligi.
- Zmiana zasad kończąca dekadę: wprowadzenie rzutu za trzy punkty w sezonie 1979/80, zapożyczonego z rozwiązań stosowanych wcześniej w ABA.
- Symboliczne zamknięcie dekady: debiuty Magica Johnsona i Larry’ego Birda w sezonie 1979/80 oraz pierwsze mistrzostwo Lakers w nowej erze, zwieńczone legendarnym występem Johnsona w meczu nr 6 finałów (42 punkty, 15 zbiórek, 7 asyst, w zastępstwie kontuzjowanego Jabbara).
FAQ – najczęstsze pytania o NBA w latach 70.
W przeciwieństwie do lat 60., zdominowanych przez Boston Celtics, lata 70. to najbardziej wyrównana dekada w historii ligi – mistrzostwo zdobyło aż osiem różnych zespołów. Boston zdobył najwięcej, bo dwa tytuły (1974, 1976), ale żadna drużyna nie zbudowała w tym okresie prawdziwej dynastii.
33 zwycięstwa z rzędu, ustanowione przez Los Angeles Lakers w sezonie 1971/72 (od 5 listopada 1971 do 7 stycznia 1972). To wciąż jeden z najbardziej rozpoznawalnych rekordów w historii amerykańskiego sportu zawodowego, przetrwał do sezonu 1995/96.
9 grudnia 1977 roku, w meczu Lakers z Houston Rockets, Kermit Washington uderzył pięścią nadbiegającego Rudy’ego Tomjanovicha, powodując u niego złamanie podstawy czaszki i poważne obrażenia twarzy. Incydent trwale zmienił zasady NBA dotyczące przemocy na boisku – liga wprowadziła automatyczne wykluczenia za rzucanie pięścią oraz trzeciego sędziego.
W sezonie 1979/80 – ostatnim sezonie dekady, tym samym, w którym zadebiutowali Magic Johnson i Larry Bird. Wcześniej rzut za trzy punkty był już popularny w konkurencyjnej lidze ABA.
To sezon, w którym zadebiutowali Magic Johnson i Larry Bird – dwaj zawodnicy, którzy w kolejnej dekadzie mieli zdefiniować rywalizację Lakers–Celtics na nowo. Zakończył się on pierwszym mistrzostwem Lakers w nowej erze, ukoronowanym jednym z najlepszych indywidualnych występów w historii finałów NBA – 42 punktami, 15 zbiórkami i 7 asystami Johnsona w meczu, w którym zastąpił on kontuzjowanego Kareema Abdul-Jabbara na pozycji centra.
Podsumowanie
Lata 70 to dekada, w której NBA (po latach żelaznej dominacji jednej drużyny) nauczyła się żyć bez pewności, kto zdobędzie mistrzostwo. Osiem różnych triumfatorów w dziesięciu sezonach, rekordowa seria zwycięstw Lakers, fuzja z ABA i mroczny epizod przemocy na boisku – to dekada pełna kontrastów, w której obok siebie funkcjonowały momenty czystej magii sportowej i jedne z najtrudniejszych chwil w historii ligi.
Zakończyła się ona jednak w idealnym momencie – w chwili, gdy na parkietach pojawili się Magic Johnson i Larry Bird, zapowiadając dekadę, w której rywalizacja Lakers–Celtics miała zdefiniować NBA na nowo i wynieść ligę na zupełnie inny poziom popularności.
