Jeśli lata 50. to dekada, w której NBA nauczyła się grać w koszykówkę, jaką znamy dzisiaj, to lata 60. to dekada, w której liga nauczyła się jej dominować. Na parkietach pojawili się zawodnicy, których fizyczność i wszechstronność wykraczały poza wszystko, co widziano wcześniej. Wilt Chamberlain, zdolny zdobyć sto punktów w jednym meczu, oraz Bill Russell, którego wpływ na wynik spotkania nie dało się zmierzyć samą statystyką.
To właśnie starcie tych dwóch gigantów, powtarzane sezon po sezonie, stało się osią całej dekady.
W tle tej rywalizacji rosła jednak potęga, wobec której żaden pojedynczy zawodnik (nawet Chamberlain) nie potrafił nic zdziałać: dynastia Boston Celtics. Prowadzeni przez Reda Auerbacha, a od 1966 roku także przez Billa Russella jako grającego trenera, Celtics zdobyli w tej dekadzie dziewięć tytułów mistrzowskich, w tym rekordową serię ośmiu z rzędu – osiągnięcie, które do dziś pozostaje bez precedensu w historii północnoamerykańskiego sportu zawodowego. Kiedy w końcu ta passa się urwała, na scenie zdążyli się już pojawić kolejni bohaterowie przyszłości: Jerry West, Oscar Robertson, Willis Reed – zapowiadając erę, w której rywalizacja o mistrzostwo miała się rozłożyć na więcej niż jedną drużynę.
Poniżej znajdziesz historię tej dekady opowiedzianą sezon po sezonie – od debiutu Westa i Robertsona, przez najsłynniejszy indywidualny wyczyn w historii ligi, aż po heroiczny mecz Willisa Reeda, który zamknął erę Celtics.
[SPIS TREŚCI]
Sezon 1960/61 – „Big O” i West debiutują w NBA
Sezon 1961/62 – Chamberlain zalicza 100 punktów w jednym meczu
Sezon 1962/63 – Celtics triumfują, Cousy kończy karierę
Sezon 1963/64 – nowa era NBA, ten sam wynik
Sezon 1964/65 – Chamberlain deal, Havlicek steal (część 2)
Sezon 1965/66 – ósme mistrzostwo na pożegnanie Auerbacha (część 2)
Sezon 1966/67 – Chamberlain w końcu lepszy od Russella (część 2)
Sezon 1967/68 – Boston odzyskuje tytuł mistrzowski (część 2)
Sezon 1968/69 – koniec kariery Russella (część 2)
Sezon 1969/70 – heroizm Reeda otwiera Knicksom drogę do mistrzostwa (część 2)
Najważniejsze fakty w skrócie (część 3)
FAQ (część 3)
Sezon 1960/61 – „Big O” i West debiutują w NBA
NBA zmieniała się bardzo gwałtownie. Elgin Baylor i Wilt Chamberlain już od momentu debiutu zaskarbili sobie zaufanie setek tysięcy kibiców. Podobnie było w 1960 roku, gdy w lidze zadebiutowali dwaj obrońcy, którzy przez kolejnych 14 lat mieli dawać swoim kibicom naprawdę wiele powodów do radości: Jerry West i Oscar Robertson. Prywatnie dobrzy koledzy, do wielkiej koszykówki wkraczali zaraz po tym, jak razem zdobyli złoty medal na igrzyskach olimpijskich w Rzymie.
Grający w Cincinnati Robertson od samego początku odcisnął swoje piętno… zaliczał przeciętnie 30,5 punktu na mecz, a dodatkowo był najlepszym rozgrywającym ligi ze średnią 9,7 asysty. Po raz pierwszy w historii NBA zdarzyło się, że aż trzech zawodników zaliczało w tym samym sezonie średnio co najmniej 30 punktów na mecz – oprócz Robertsona byli to także Chamberlain (38,4 ppg) i Baylor (34,8 ppg). West trafił do i tak bardzo silnej drużyny Lakers, która przed tym sezonem przeniosła się z Minneapolis do Los Angeles – jako rookie notował średnio 17,6 punktu.
Liga rozwijała się (sezon obejmował już 79 spotkań), ale w finale po raz kolejny naprzeciw siebie stanęły Celtics i Hawks. Boston nie dał szans koszykarzom Syracuse w finale swojej konferencji, wygrywając w pięciu meczach, a St. Louis dopiero w siódmym spotkaniu odparło ataki Lakers. Lepiej zbilansowani, grający bardziej zespołowo Celtics po raz kolejny okazali się zbyt silnym przeciwnikiem dla Hawks.
Dla niewprawionego obserwatora Jerry West wyglądał jak chudy dzieciak, który przypadkiem trafił do NBA. Na studiach grywał jeszcze jako skrzydłowy, ale w lidze musiał przestawić się na rzucającego obrońcę. Wzrost 6 stóp i 3 cale nie był mu w tym pomocny, ale West miał w sobie tyle zapału i ambicji, że szybko przestał być tylko zmiennikiem Hot Roda Hundleya. „Nie mogłem stawać się lepszym zawodnikiem, cały czas siedząc na ławce” – wspominał po latach West. „Musiałem grać i pozbywać się tych wszystkich wad, jakie przynoszą ze sobą do NBA debiutanci.”
Sezon 1961/62 – Chamberlain zalicza 100 punktów w jednym meczu
Osiągnięcia Chamberlaina z debiutanckiego sezonu (37,6 punktu na mecz) wydawały się być wręcz nieziemskie, poza wszelkimi prawidłami rządzącymi koszykówką. Ale to, co pokazał w swoim trzecim sezonie, prawdopodobnie już nigdy więcej się nie powtórzy.
Chamberlain grał średnio przez 48,5 minuty w każdym meczu (wliczając spotkania zakończone dogrywką) – przez cały sezon zszedł z parkietu łącznie na zaledwie 8 minut. Zaliczał niewyobrażalną średnią 50,4 punktu na mecz, o 12 więcej niż jego własny rekord ligi sprzed roku.
Noc w Hershey
2 marca 1962 roku, w wygranym 169-147 meczu przeciwko New York Knicks, rozegranym w niewielkiej hali Hershey Sports Arena w Hershey w Pensylwanii, Chamberlain zdobył 100 punktów. Mecz przeniesiono tam między innymi z myślą o większej frekwencji, ale ostatecznie obejrzało go na żywo zaledwie 4124 kibiców – z perspektywy czasu wielu chciałoby móc powiedzieć, że tam było. Chamberlain trafił 36 z 63 rzutów z gry oraz, zaskakująco jak na przeciętnego wykonawcę rzutów wolnych, 28 z 32 „wolnych”. Gdy zdobył setny punkt na niecałą minutę przed końcem spotkania, kibice wbiegli na parkiet, a sędziowie musieli na chwilę przerwać grę.
Do NBA dołączył też zespół z Chicago (Packers), a jego środkowy, Walt Bellamy, zdobył tytuł najlepszego debiutanta sezonu, notując przeciętnie 31,6 punktu (drugi wynik ligi, zaraz za Chamberlainem), 19 zbiórek, przy najwyższej w lidze skuteczności rzutów z gry (51,9%).
Podczas gdy Chamberlain ustanawiał kolejne rekordy, Celtics pracowicie dokładali kolejny rozdział do historii swojej dynastii. Wygrali 60 z 80 meczów sezonu, choć żaden z ich zawodników nie znalazł się nawet w pierwszej dziesiątce najlepszych strzelców ligi. W jednej z legendarnych potyczek z Philadelphią, w siódmym meczu finału konferencji, Sam Jones trafił rzut z wyskoku na dwie sekundy przed końcem, dając swojej drużynie minimalne zwycięstwo. Miejsce St. Louis w wielkim finale zajęli tym razem gracze Lakers. Boston przegrywał już w serii 1-2 i 2-3, ale mimo to zdobył czwarty z rzędu tytuł mistrzowski, po dramatycznym meczu nr 7 w Boston Garden, zakończonym wynikiem 110-107 po dogrywce.
Dwa lata wcześniej to bostończycy rozwiali marzenia St. Louis o mistrzostwie w siódmym meczu finałów. Tym razem, w 1962 roku, to przeciwnicy Celtics mieli świetną okazję do zwycięstwa. Na kilka sekund przed końcem regulaminowego czasu gry, przy remisowym wyniku, obrońca Lakers Frank Selvy miał szansę zapewnić swojej drużynie mistrzostwo. Pilnował go Bob Cousy, który jednak w pewnym momencie zostawił go bez opieki, by podwoić Jerry’ego Westa.
Selvy otrzymał podanie od Hot Roda Hundleya, ale jego rzut z ośmiu stóp, oddany z czystej pozycji, nie trafił do kosza. W dogrywce lepsi okazali się już Celtowie.
„To był tak naprawdę dość trudny rzut, bo stałem już niemal na samej linii końcowej parkietu” – wspominał później Selvy. „Oddałbym wszystkie punkty, jakie zdobyłem w swojej karierze, za ten jeden celny rzut w końcówce tamtego spotkania.”
Sezon 1962/63 – Celtics triumfują, Cousy kończy wspaniałą karierę
Przed nowym sezonem doszło do znaczących zmian. Warriors, dysponujący największym magnesem przyciągającym kibiców (Chamberlainem) przenieśli się do San Francisco, a tym samym do Konferencji Zachodniej. W drugą stronę, na Wschód, powędrowali gracze Cincinnati z Oscarem Robertsonem w składzie. Zespół z Chicago zmienił nazwę z Packers na Zephyrs. Bob Cousy, mający już 34 lata, zapowiedział, że nadchodzący sezon będzie jego ostatnim w karierze. Do ligi dołączyło też kilku naprawdę dobrych debiutantów, takich jak Zelmo Beaty, John Havlicek czy Dave DeBusschere.
Kilka rzeczy jednak się nie zmieniło. Celtics wciąż nie mieli w składzie zawodnika, który zdobywałby średnio choćby 20 punktów na mecz, a mimo to ponownie wygrali rywalizację na Wschodzie, notując 58 zwycięstw. Lakers wygrali 53 spotkania i po raz drugi z rzędu triumfowali w swojej konferencji. Chamberlain po raz kolejny nie miał sobie równych – zdobył tytuł króla strzelców ze średnią 44,8 punktu na mecz, a dodatkowo zbierał z tablic przeciętnie ponad 24 piłki w każdym spotkaniu.
Finały konferencji przypominały walkę, jaką można było zobaczyć w wielkim finale – zarówno Celtics, jak i Lakers potrzebowali siedmiu spotkań, by awansować, wygrywając odpowiednio decydujące mecze z Cincinnati (142-131) i St. Louis (115-100).
Celtics bardzo chcieli zdobyć mistrzostwo, tak by Cousy mógł odejść na sportową emeryturę w glorii zwycięzcy. Lakers utrudniali im to, jak tylko mogli (prowadzili w serii już 2-0), ale ostatecznie to gracze z Bostonu powiedzieli ostatnie słowo, zdobywając mistrzostwo zwycięstwem rozegranym na parkiecie rywali.
Red Auerbach wiedział wszystko na temat zwyciężania i prowadził swój zespół niemal bezbłędnie, ale nigdy nie cieszył się szczególną sympatią wśród innych trenerów i zawodników – głównie za sprawą swojego zachowania przy linii bocznej oraz cygara, które niezmiennie zapalał w geście triumfu po zdobyciu kolejnego mistrzostwa.
„Za każdym razem, gdy wygrywasz, zawsze ktoś cię skrytykuje, umniejszy twoje dokonania” – mówił Auerbach. „Nic nie wyzwala zazdrości w takim stopniu jak zwycięstwa.” Jednym z niewielu zawodników, którzy nie uważali tych gestów za irytujące, był Jerry West: „Red był bardzo otwartym, żywiołowym człowiekiem. Jego błazeństwa przy bocznej linii były naprawdę zabawne i za to go lubiłem. Gdy rozmawia się z jego byłymi graczami, wszyscy oni mają dla niego bardzo wielki szacunek.”
Sezon 1963/64 – nowa era NBA, ale ten sam wynik
Nowy sezon po raz kolejny przyniósł ze sobą sporo zmian. Maurice Podoloff, pierwszy i jedyny do tamtego czasu komisarz NBA, został zdymisjonowany jeszcze w przerwie międzysezonowej. Na jego miejsce powołano J. Waltera Kennedy’ego, wcześniej dyrektora ds. mediów i reklamy ligi. Celtics wchodzili w nowy sezon bez Boba Cousy’ego – po raz pierwszy od 1950 roku. Kilka zespołów zmieniło nazwy i siedziby: Chicago Zephyrs przenieśli się do Baltimore, zmieniając nazwę na Baltimore Bullets, a Syracuse Nationals przenieśli się do Filadelfii, stając się Philadelphia 76ers.
W lidze zadebiutowało kolejnych kilku wybitnych zawodników – tym razem, dla odmiany, wysokich: Jerry Lucas (Cincinnati) i Nate Thurmond (San Francisco). Trenerem tego drugiego zespołu został Alex Hannum, który wpajał swoim zawodnikom defensywny styl gry zbudowany wokół Chamberlaina.
Taktyka ta zdała egzamin… Warriors pozwalali rywalom zdobywać średnio zaledwie 102,6 punktu na mecz (najlepszy wynik w lidze) i wygrali Konferencję Zachodnią, o dwa zwycięstwa przed St. Louis. Udało im się też odeprzeć szturm Boba Pettita i jego Hawks w finale konferencji, choć nie było łatwo – seria potrzebowała siedmiu spotkań. W wielkim finale byli jednak jedynie cieniem znakomicie grających Celtów, którym udało się wyrwać tylko jedno zwycięstwo w drodze do szóstego kolejnego tytułu mistrzowskiego.
Szóste z rzędu mistrzostwo Celtów było jednym z najłatwiej osiągniętych w ich historii i coraz częściej pojawiało się pytanie: czy Boston w ogóle kiedyś przegra? Seria sześciu kolejnych tytułów przypominała wtedy tylko osiągnięcie New York Yankees, którzy w latach 1949-1953 pięciokrotnie z rzędu sięgali po mistrzostwo ligi baseballowej MLB. Red Auerbach otwarcie cieszył się z kolejnych sukcesów: „Ten dreszcz podniecenia jest wspaniały. Tylko jego przyczyny bywają różne. Najpierw nasz pierwszy tytuł mistrzowski. Potem kolejne zwycięstwa w drodze do miana najlepszej drużyny w historii. To pobudza do dalszej pracy jak nic innego.”
Sezon 1964/65 – Chamberlain deal, Havlicek steal
Aby ograniczyć coraz większą dominację wysokich zawodników i uczynić samą grę szybszą oraz bardziej żywiołową, przed nowym sezonem wprowadzono kilka zmian. Najważniejsza z nich to poszerzenie strefy podkoszowej (tzw. „paint”) z 12 do 16 stóp. To już drugie w historii ligi poszerzenie tej strefy po tym, jak w 1951 roku zrobiono to samo z 6 do 12 stóp, próbując ograniczyć dominację George’a Mikana. Tym razem powodem był Chamberlain, którego skuteczność w bezpośrednim sąsiedztwie kosza pozostawała nie do zatrzymania żadnymi innymi środkami.
Transakcja, która wstrząsnęła ligą
W przerwie na mecz gwiazd doszło do wymiany, która na wiele lat zmieniła układ sił w lidze. Wilt Chamberlain (wciąż w najlepszym okresie swojej kariery), w wieku 28 lat trafił z Warriors do Philadelphia 76ers, a w zamian San Francisco otrzymało Paula Neumanna, Connie’go Dierkinga, Lee Shaffera oraz gotówkę.
Skutki tej wymiany były widoczne niemal natychmiast: San Francisco z bilansu 48-32 spadło do fatalnego wyniku 17-63, podczas gdy Philadelphia poprawiła się o sześć zwycięstw (z 34-46 do 40-40). Co więcej, Chamberlain trafił teraz do tej samej dywizji co Celtics, co oznaczało, że Boston musiał brać go pod uwagę znacznie wcześniej niż tylko w samym finale.
W sierpniu 1964 roku zmarł założyciel i właściciel Celtics, Walter Brown, przez co większość obowiązków administracyjnych spadła na barki Reda Auerbacha. Zespół mimo to nie dał się zaskoczyć okolicznościami i ustanowił nowy rekord klubu (62 zwycięstwa w sezonie) nawet pomimo odejścia na sportową emeryturę Franka Ramseya i Jima Loscutoffa. Na Zachodzie rządzili Lakers (49-31), w barwach których grało dwóch spośród pięciu najlepszych strzelców ligi: Jerry West (31 punktów na mecz) i Elgin Baylor (27,1).
Lakers dość łatwo, bo w sześciu meczach, uporali się w finale konferencji z Baltimore. Tymczasem starcie Bostonu z Filadelfią było już czystą klasyką – każda drużyna wygrała po trzy spotkania na własnym parkiecie. W decydującym meczu nr 7 o zaledwie jeden punkt lepsi okazali się gracze Bostonu, a kibice, którzy oglądali to spotkanie, mogli usłyszeć słynny już dziś okrzyk „Havlicek stole the ball!”, którego autorem był wieloletni spiker Celtics, Johnny Most. Sam finał był już zdecydowanie mniej ekscytujący – po tym, jak kontuzji doznał Baylor, Lakers stali się łatwym łupem i ulegli w pięciu meczach.
Ten siódmy mecz finału konferencji dawał reszcie ligi nadzieję, że na „zbroi” Celtics zaczynają się w końcu pojawiać pęknięcia. Zaledwie pięć sekund dzieliło dynastię Bostonu od zatrzymania serii sześciu kolejnych mistrzostw – a tym samym od otwarcia drogi dla nowej dynastii, z Chamberlainem i jego 76ers na czele. Tak się jednak nie stało: John Havlicek przechwycił dogrywane pod presją podanie Hala Greera i skierował piłkę do Sama Jonesa, który przez ostatnie pięć sekund utrzymywał posiadanie, zapewniając awans do finału, a wkrótce także kolejne mistrzostwo. To właśnie takie pamiętne akcje decydują o tytułach – ta wciąż uznawana jest za jedną z najbardziej zaciętych i najlepiej zapamiętanych potyczek w historii ligi.
Sezon 1965/66 – ósme mistrzostwo z rzędu na pożegnanie Auerbacha
Celtics zdołali odeprzeć natarcie 76ers w poprzednim sezonie, ale nowe rozgrywki pokazały, że tym razem będzie jeszcze trudniej. Do zespołu z Filadelfii dołączył rookie z uczelni North Carolina, Billy Cunningham, notujący przeciętnie 14,3 punktu na mecz. Formacja ataku 76ers przedstawiała się imponująco: Wilt Chamberlain, Chet Walker i Luke Jackson – nie gorzej było w obronie, gdzie grali Hal Greer i drugoroczny Wali Jones.
W sezonie regularnym 76ers wygrali sześć z dziesięciu bezpośrednich starć z Celtics i ostatecznie zaliczyli 55 zwycięstw, po raz pierwszy od dziesięciu lat odbierając Bostonowi tytuł najlepszej drużyny sezonu regularnego na Wschodzie. Chamberlain po raz ostatni w karierze był najlepszym strzelcem ligi (33,5 punktu na mecz), a przy okazji stał się najlepszym strzelcem w historii NBA, wyprzedzając Boba Pettita.
Russell zostaje trenerem
Przed rozpoczęciem play-offów Celtics otrzymali dodatkowy impuls do walki – trener Red Auerbach zapowiedział, że po zakończeniu sezonu zrezygnuje z pracy przy linii bocznej i przejdzie do zarządu klubu. W drodze do finału ligi Boston pokonał 3-2 zespół z Cincinnati, mimo że przegrywał już 1-2. Na finał czekali już gracze Filadelfii, którzy przed tym starciem odpoczywali przez dwa tygodnie. „Zardzewiali” 76ers nie stawili Celtics zbyt dużego oporu i odpadli z rozgrywek po pięciu meczach, co kosztowało pracę ich trenera, Dolpha Schayesa.
Tymczasem Lakers dopiero po siedmiu spotkaniach uporali się z St. Louis w finale swojej konferencji. Po dogrywce wygrali pierwszy mecz wielkiego finału niemal z rozpędu, ale ostatecznie to Celtics zdobyli mistrzostwo – prezent pożegnalny dla swojego wieloletniego trenera.
Auerbach miał wtedy najlepszych koszykarzy świata, ale gdy jego drużynie szło gorzej, wiedział dokładnie, co powiedzieć i zrobić, by wytrącić rywali z równowagi. Po przegraniu pierwszego meczu finału wyciągnął z rękawa swojego największego asa, ogłaszając, że jego następcą (a jednocześnie pierwszym czarnoskórym trenerem w historii jednej z czterech głównych profesjonalnych lig sportowych USA) – zostanie Bill Russell. (Wcześniej, w 1961 roku, John McClendon prowadził już zespół Cleveland Pipers w mniejszej American Basketball League, ale to właśnie awans Russella w NBA uznaje się powszechnie za przełomowy moment integracji ras na stanowiskach trenerskich w wielkim sporcie zawodowym). Sensacyjna wiadomość przyniosła oczekiwany skutek – dziewiąty w ciągu dziesięciu lat tytuł mistrzowski dla zespołu z Bostonu.
Sezon 1966/67 – Chamberlain w końcu lepszy od Celtics
Nowy sezon przyniósł kolejne istotne zmiany. Najważniejszą z nich był koniec absolutnej dominacji Celtics – to Philadelphia przejęła miano najlepszej drużyny ligi. Trenerem 76ers pozostawał Alex Hannum, a zespół rozpoczął rozgrywki od niesamowitego bilansu 45-4 i już do samego końca sezonu nie oglądał się na rywali, kończąc z wynikiem 68-13. Chet Walker i Billy Cunningham podnieśli swoje średnie punktowe, odkąd Chamberlain skupił się bardziej na grze pod tablicami i w obronie. Wciąż pozostawał przy tym znakomitą bronią ofensywną (24,1 punktu na mecz, trzeci wynik ligi), notował mnóstwo zbiórek (24,2 na mecz, najwięcej w NBA), a co ciekawe – brylował też w podaniach do kolegów z drużyny (7,8 asysty na mecz, trzeci wynik w lidze).
Do ligi dołączył kolejny zespół, Chicago Bulls, a Baltimore Bullets zostali przesunięci do Konferencji Wschodniej. Zmianie uległa też formuła playoffów – najlepszy zespół dywizji nie miał już wolnego losu w pierwszej rundzie i musiał od razu zmierzyć się z czwartą drużyną. Philadelphia szybko poradziła sobie w pierwszej rundzie z Cincinnati, a w finale konferencji wręcz zdemolowała prowadzone przez Russella Celtics, pozwalając im wygrać zaledwie jedno spotkanie.
Finałowym rywalem 76ers był zespół z San Francisco, w którego szeregach grał najlepszy strzelec ligi, Rick Barry (35,6 punktu na mecz). Po sześciu spotkaniach górą byli przedstawiciele Wschodu – Chamberlain zdobył swoje pierwsze mistrzostwo w sezonie, w którym akurat nie był najlepszym strzelcem NBA. Po tylu latach porażek z Celtics wreszcie, w tak wspaniałym, od początku zwycięskim sezonie, udało mu się pokonać dotychczasowych mistrzów. „Cały ten sezon był jakby magiczny, zespół grał niemal doskonałą koszykówkę” – wspominał obrońca mistrzów, Wali Jones. „Byliśmy jedną, wielką rodziną.” Nawet dawni mistrzowie musieli uznać wyższość Wilta i jego kolegów: „Oni grali dokładnie tak samo, jak my przez ostatnich dziewięć lat” – przyznawał K.C. Jones. „Innymi słowy, grali zespołowo.”
Sezon 1967/68 – Boston odzyskuje tytuł mistrzowski
Do ligi dołączyły kolejne dwa nowe zespoły – Seattle i San Diego, obydwa przydzielone do Konferencji Zachodniej. Na Wschód powędrowała drużyna z Detroit. Liga liczyła teraz 12 zespołów, a kalendarz spotkań po raz pierwszy obejmował 82 mecze.
Prosperity ligi nie zdołało zakłócić nawet powstanie konkurencyjnej American Basketball Association. ABA składała się z jedenastu zespołów rozgrywających 78 meczów w sezonie. Większe miasta, które nie zdołały wcześniej przyciągnąć drużyny NBA (jak Dallas, Denver, Houston czy Oakland) zyskały teraz własne ekipy w nowej lidze. Jej pierwszym komisarzem został George Mikan, a niedawna jeszcze gwiazda NBA, Rick Barry, podpisał kontrakt z zespołem z Oakland.
W samej NBA najlepszym strzelcem sezonu był obrońca Detroit, Dave Bing. Mistrzostwo, po rocznej przerwie, wróciło na Wschodnie Wybrzeże do Bostonu, który mimo przegrywania już 1-3 w finale konferencji z Philadelphią, zdołał awansować do wielkiego finału, gdzie pokonał graczy Lakers. Bill Russell odniósł sukces jako trener – głównie za sprawą Russella jako zawodnika na parkiecie.
Bailey Howell, pięciokrotny uczestnik meczów gwiazd zbliżający się do końca kariery, zasilił Celtics akurat wtedy, gdy skończyła się seria kolejnych mistrzostw, i tym mocniej starał się pomóc w odzyskaniu najważniejszego trofeum z rąk Philadelphii. „Wszędzie, gdzie się pojawialiśmy, a zwłaszcza w Filadelfii, słyszeliśmy okrzyki: Boston’s dead, Boston’s dead, the dynasty is over” – wspominał Howell. „Ale to wyzwalało w nas jeszcze większą determinację, pomagało grać jeszcze lepiej. Gdy dostajesz taki impuls, i to jeszcze od kibiców twoich rywali, to najlepszy bodziec, jaki można sobie wymarzyć.”
Sezon 1968/69 – koniec kariery Russella uhonorowany jedenastym tytułem w trzynastu sezonach
New York Knicks do tej pory byli słabą drużyną, wręcz „chłopcem do bicia” dla innych zespołów (w latach 1956-1966 udało im się zaledwie raz awansować do play-offów). Tym razem jednak zaszła spora zmiana. Jeszcze w poprzednim sezonie zespół przejął nowy trener, Red Holzman (zastępując Dicka McGuire’a), i drużyna niemal natychmiast odbiła się od dna – od bilansu 15-22 w momencie zmiany trenera do 28-17 w meczach rozegranych do końca sezonu. W barwach Knicks zadebiutowali wtedy: Bill Bradley z Princeton, Walt Frazier z Southern Illinois oraz Phil Jackson z Dakoty Północnej. W grudniu 1968 roku, w ważnej wymianie, do zespołu dołączył Dave DeBusschere – w zamian do Detroit trafili Walt Bellamy i Howard Komives.
Uwaga całej ligi była jednak skupiona na zupełnie innym wydarzeniu. Chamberlain zmienił barwy klubowe, trafiając do Lakers, a jego były zespół otrzymał w zamian Jerry’ego Chambersa, Archiego Clarka i Darralla Imhoffa. Właściciel Lakers, Jack Kent Cooke, sprowadzając Chamberlaina do gry u boku Westa i Baylora, liczył na mistrzostwo w liczącej już 14 zespołów lidze (do NBA dołączyły wtedy Phoenix i Milwaukee). Jak się później okazało, tego sezonu nie było jednak dane Jeziorowcom triumfować.
Celtics, których większość ekspertów spisała na straty ze względu na zaawansowany wiek składu, wygrali w sezonie regularnym zaledwie 48 spotkań, co dało im dopiero czwarte miejsce na Wschodzie. Ale w fazie play-off nieoczekiwanie pokonali najpierw Philadelphię, a w finale konferencji – debiutujących w tej roli Knicks. Największa niespodzianka czekała jednak w wielkim finale: po siedmiu spotkaniach to Celtics zeszli z parkietu jako zwycięzcy, pokonując wielkie trio z Los Angeles. Po wygranej różnicą dwóch punktów w ostatnim meczu Boston sprawił wielkiego psikusa kibicom Lakers, którzy przygotowali już wcześniej uroczystą fetę – setki balonów zawieszonych pod dachem hali, które miały opaść na parkiet po ostatnim gwizdku, pozostały na swoim miejscu. Celtics zdobyli jedenaste mistrzostwo w ciągu ostatnich trzynastu sezonów.
Ten sezon to jednak nie tylko kolejne zwycięstwo bostończyków. Na parkietach zadebiutowali też kolejni znakomici rookies, wśród których prym wiedli Elvin Hayes i Wes Unseld. Hayes, potężny skrzydłowy San Diego Rockets, był najlepszym strzelcem ligi (28,4 punktu na mecz, do tego 17,1 zbiórki). Unseld z kolei, wybrany z drugim numerem draftu 1968, tuż za Hayesem, poszedł w ślady Chamberlaina, stając się dopiero drugim w historii zawodnikiem, który w tym samym sezonie zdobył zarówno tytuł najlepszego debiutanta, jak i najbardziej wartościowego gracza ligi (13,8 punktu i 18,2 zbiórki na mecz – drugi wynik za Chamberlainem).
Sezon 1969/70 – heroizm kontuzjowanego Reeda otwiera Knicksom drogę do mistrzostwa
Nadszedł wreszcie koniec dynastii Celtics. Bill Russell zakończył karierę zawodnika i trenera po zdobyciu mistrzostwa w 1969 roku, a w jego ślady poszli także Sam Jones i, rok wcześniej, K.C. Jones. Nowym postrachem większości drużyn ligi stali się gracze New York Knicks, którzy w początkowej fazie sezonu zaliczyli najdłuższą w historii ligi serię 18 kolejnych zwycięstw. Willis Reed, Dave DeBusschere, Bill Bradley, Walt Frazier, Cazzie Russell i Dick Barnett grali bardzo zespołowo, angażując się na obu końcach parkietu, a żaden z nich nie starał się kreować na wielką, samolubną gwiazdę szukającą wyłącznie uznania kibiców i blasku fleszy. Innym liczącym się zespołem Wschodu było Milwaukee, które (głównie za sprawą debiutującego w lidze środkowego Lew Alcindora) niespodziewanie wygrało aż 56 spotkań.
Ciężka przeprawa czekała Knicks w półfinale konferencji, gdzie dopiero po siedmiu meczach okazali się lepsi od Baltimore, za to w finale konferencji praktycznie nie napotkali oporu ze strony Bucks, wygrywając w pięciu spotkaniach. Na Zachodzie prym wiódł zespół Lakers, w barwach którego brylował West, zdobywając tytuł najlepszego strzelca ligi (31,2 punktu na mecz) – co okazało się zbawienne dla drużyny, biorąc pod uwagę, że po rozegraniu zaledwie dziewięciu meczów kontuzji kolana doznał Chamberlain i wrócił do gry dopiero na trzy spotkania przed końcem sezonu zasadniczego. Skorzystała na tym Atlanta, wygrywając swoją dywizję z przewagą dwóch zwycięstw nad Lakers. Gdy jednak Lakers odzyskali pełny skład, nie było na nich mocnych – pokonali Hawks w czterech meczach i awansowali do finału z Knicks.
Finałowa rywalizacja była niemal podręcznikowym przykładem wyrównanej serii – na prowadzenie za każdym razem wychodzili Knicks, a Lakers wyrównywali stan rywalizacji. W decydującym, siódmym meczu Knicks, uskrzydleni wspaniałą postawą swojego wciąż kontuzjowanego lidera Willisa Reeda, pokonali rywali i zdobyli pierwszy tytuł mistrzowski w liczącej wtedy 24 lata historii NBA.
Przebieg tego finału na długie lata pozostał w pamięci wszystkich, którzy byli jego świadkami. Reed dominował nad spowolnionym po niedawnej kontuzji Chamberlainem aż do piątego spotkania, w którym sam doznał kontuzji mięśnia uda. Knicks rzucili wtedy na Chamberlaina niższych zawodników, a pozbawiony bezpośredniej opieki Reeda Wilt „szalał” po całym boisku, zdobywając 45 punktów i wyrównując stan serii.
Przed ostatnim, siódmym meczem Knicks wychodzili z szatni, nie wiedząc nawet, czy ich lider w ogóle zdoła wystąpić. Tuż przed pierwszym gwizdkiem, wyraźnie utykający Reed pojawił się jednak na parkiecie Madison Square Garden. Kibice nagrodzili go burzą oklasków. Reed zdobył pierwsze cztery punkty meczu, a podbudowani jego postawą koledzy z drużyny nie dali już rywalom większych szans, wygrywając 113-99. „Nie ma dnia w moim życiu, żeby ktoś nie przypominał mi tamtego spotkania” – wspominał po latach Reed.
Lata 60. w NBA – najważniejsze fakty w skrócie
- Mistrzowie NBA dekady (1960/61–1969/70): Boston Celtics zdobyli aż dziewięć z dziesięciu możliwych tytułów (1961, 1962, 1963, 1964, 1965, 1966, 1968, 1969), przerywanych tylko przez Philadelphia 76ers (1967) i New York Knicks (1970).
- Rekordowa seria: osiem tytułów mistrzowskich z rzędu (1959-1966) to osiągnięcie bez precedensu w historii północnoamerykańskiego sportu zawodowego, niepobite do dziś w żadnej z czterech głównych lig.
- Najsłynniejszy indywidualny wyczyn dekady: 100 punktów Wilta Chamberlaina w meczu z New York Knicks, 2 marca 1962 roku w Hershey w Pensylwanii — rekord punktowy, który przetrwał do dziś jako najwyższy w historii pojedynczego meczu NBA.
- Rekordowy sezon punktowy: Chamberlain w sezonie 1961/62 zdobywał średnio 50,4 punktu na mecz — wynik, którego nikt nigdy nie zbliżył się nawet do połowy w kolejnych dekadach.
- Przełomowy moment integracji rasowej w sporcie: w 1966 roku Bill Russell został pierwszym czarnoskórym trenerem w historii jednej z czterech głównych profesjonalnych lig sportowych USA, prowadząc jednocześnie zespół jako grający trener.
- Zmiana zasad: poszerzenie strefy podkoszowej z 12 do 16 stóp w sezonie 1964/65 — druga taka interwencja w historii ligi po poszerzeniu z 1951 roku, tym razem wymierzona w dominację Chamberlaina.
- Symboliczne zamknięcie dekady: heroiczny występ kontuzjowanego Willisa Reeda w meczu nr 7 finałów 1970 roku, który dał New York Knicks pierwsze mistrzostwo w historii klubu i zamknął erę bezwzględnej dominacji Celtics.
FAQ – najczęstsze pytania o NBA w latach 60.
Bezapelacyjnie Boston Celtics, którzy zdobyli dziewięć z dziesięciu tytułów mistrzowskich tej dekady, w tym rekordową serię ośmiu z rzędu (1959-1966). Indywidualnie rywalizację zdominowali Bill Russell i Wilt Chamberlain, których pojedynki pod koszem definiowały całą epokę.
100 punktów, w meczu Philadelphia Warriors przeciwko New York Knicks, rozegranym 2 marca 1962 roku w Hershey w Pensylwanii. To wciąż rekord wszech czasów w NBA, którego nikt nigdy nie pobił ani nawet się do niego nie zbliżył.
Dziewięć – w sezonach 1960/61, 1961/62, 1962/63, 1963/64, 1964/65, 1965/66, 1967/68 i 1968/69, plus tytuł z sezonu 1958/59 spinający obie dekady. Jedynymi drużynami, którym udało się przerwać tę dominację w opisywanym okresie, były Philadelphia 76ers (1967) i New York Knicks (1970).
Bill Russell, który w 1966 roku został grającym trenerem Boston Celtics, stając się pierwszym czarnoskórym trenerem w historii jednej z czterech głównych profesjonalnych lig sportowych w Stanach Zjednoczonych. Wcześniej, w 1961 roku, podobną funkcję pełnił już John McClendon, ale w znacznie mniejszej lidze American Basketball League.
Bill Russell zakończył karierę zawodnika i trenera po sezonie 1968/69, w którym zdobył swoje jedenaste mistrzostwo w trzynastu sezonach gry. Wraz z odejściem kluczowych zawodników tamtej dynastii (Russella, Sama Jonesa, K.C. Jonesa) Celtics w sezonie 1969/70 spadli do zaledwie czwartego miejsca na Wschodzie, a mistrzostwo po raz pierwszy w historii trafiło do New York Knicks.
Podsumowanie
Dekada, która zaczęła się od debiutu dwóch przyszłych legend (Jerry’ego Westa i Oscara Robertsona) i najbardziej niewiarygodnego indywidualnego wyczynu w historii sportu, zakończyła się widokiem ledwo poruszającego się Willisa Reeda, wchodzącego na parkiet Madison Square Garden przy owacji na stojąco. Między tymi dwoma momentami rozegrała się najbardziej zdominowana przez jedną drużynę dekada w historii amerykańskiego sportu zawodowego – Boston Celtics zdobyli dziewięć z dziesięciu możliwych tytułów, budując dynastię, jakiej nikt później nie zdołał powtórzyć.
Ale koniec lat 60. to też koniec pewnej epoki w koszykówce w ogóle. Odchodzili Russell, Cousy i Wilt Chamberlain (jeszcze nie z gry, ale ze szczytu formy), a na ich miejsce wchodzili już kolejni bohaterowie (Lew Alcindor, Willis Reed, Walt Frazier) zapowiadając dekadę, w której o mistrzostwo miało rywalizować już znacznie więcej niż jedna drużyna.


