Jeśli lata 80. to dekada, w której NBA odzyskała wielką rywalizację dwóch drużyn, to lata 90. to dekada, w której liga znalazła coś jeszcze silniejszego – jednego, absolutnie dominującego zawodnika. Michael Jordan, który przez pierwsze lata kariery nosił na sobie piętno „wspaniałego gracza bez mistrzostwa”, w tej dekadzie zdobył sześć tytułów w ośmiu sezonach, w tym dwa oddzielne trzy-peaty przedzielone niespodziewaną, siedemnastomiesięczną przerwą na karierę w baseballu. To właśnie ta historia (upadku, powrotu i ostatecznego triumfu) uczyniła z Jordana najbardziej rozpoznawalną twarz sportu na świecie.
Ale dekada lat 90. to znacznie więcej niż sam Jordan. To także moment, w którym Magic Johnson wstrząsnął całym sportowym światem, ogłaszając zakażenie wirusem HIV. To dekada, w której Hakeem Olajuwon udowodnił, że cierpliwość i wszechstronność mogą pokonać nawet największe indywidualne talenty, w której narodziła się nowa generacja gwiazd (Shaquille O’Neal, Kobe Bryant, Tim Duncan) oraz w której NBA obchodziła pięćdziesięciolecie swojego istnienia, ogłaszając listę pięćdziesięciu najlepszych zawodników w historii ligi.
Poniżej znajdziesz historię tej dekady opowiedzianą sezon po sezonie – od pierwszego mistrzostwa Jordana, przez wstrząsające wyznanie Magica, aż po pierwszy tytuł Shaquille’a O’Neala u progu nowego tysiąclecia.
[SPIS TREŚCI]
Sezon 1990/91 – Michael Jordan po raz pierwszy na szczycie
Sezon 1991/92 – kolejne mistrzostwo Bulls w cieniu wyznania Magica
Sezon 1992/93 – Byki pokonują Słońca i zdobywają trzecie mistrzostwo z rzędu
Sezon 1993/94 – Jordan odchodzi, Olajuwon najlepszy
Sezon 1994/95 – panowanie Hakeema
Sezon 1995/96 – 72-10, dominacja Byków (część 2)
Sezon 1996/97 – NBA świętuje 50-lecie, piąty tytuł Bulls (część 2)
Sezon 1997/98 – Byki po raz trzeci z rzędu (część 2)
Sezon 1998/99 – bliźniacze wieże panują w NBA (część 2)
Sezon 1999/2000 – Lakers i Shaq na tronie (część 2)
Najważniejsze fakty w skrócie (część 3)
FAQ (część 3)
Sezon 1990/91 – Michael Jordan po raz pierwszy na szczycie
Przed rozpoczęciem tego sezonu Michael Jordan miał już na koncie cztery kolejne tytuły najlepszego strzelca NBA, przez cztery kolejne lata był wybierany do All-NBA First Team, a do niesamowitych osiągnięć ofensywnych dokładał też solidną robotę w obronie (trzykrotnie w All-Defensive First Team). Wciąż jednak prześladował go „syndrom Chamberlaina” – każdy, nawet niezbyt dobrze zorientowany w realiach ligi kibic wiedział, że od czasów Kareema Abdul-Jabbara w 1971 roku nigdy nie zdarzyło się, by mistrzostwo zdobywał zespół, w którego barwach grał najlepszy strzelec sezonu. Do Jordana przylgnęła etykieta wspaniałego zawodnika, który w decydujących momentach nie potrafi wprowadzić drużyny na najwyższy poziom.

Jordan zdobywał mnóstwo punktów i był niekwestionowanym liderem, ale na drodze do sukcesu dwa lata z rzędu w finale konferencji stawali mu gracze Pistons. Receptą na taką sytuację miały być wzmocnienia poczynione przez władze klubu: w 1985 roku do Bulls dołączył wolny agent John Paxson, w drafcie 1987 roku wybrano Scottiego Pippena i Horace’a Granta, w 1988 roku w wymianie za Charlesa Oakleya pozyskano Billa Cartwrighta, a w drafcie 1989 roku zespół zasilił rozgrywający B.J. Armstrong. Bulls byli gotowi na kolejne starcie z Pistons.
Zespół grał fenomenalnie, notując najlepszy wynik w lidze i zarazem w całej historii klubu (61-21). W drodze do finału pokonali kolejno New York, Philadelphię i wreszcie swoich największych rywali – Pistons. Lakers, którzy pod wodzą nowego trenera Mike’a Dunleavy’ego preferowali teraz defensywny styl gry, nie dali większych szans zespołom Houston, Golden State i Portland.
Niespodziewanie w pierwszym meczu finałów, po dogrywce, lepsi byli gracze z Los Angeles – decydujący o zwycięstwie rzut za trzy punkty oddał center Lakers, Sam Perkins. Był to jednak jedyny błysk nadziei dla Jeziorowców – prowadzeni fantastyczną grą Jordana Bulls rozstrzygnęli cztery kolejne mecze na swoją korzyść i zdobyli pierwszy w historii klubu tytuł mistrzowski.
Finały te przedstawiano w mediach jako pojedynek dwóch supergwiazd – Jordana vs Johnsona. Dla wszystkich obserwatorów serii było jednak oczywiste, że o mistrzostwie zadecydowała wspaniała gra zespołowa, a nie osamotnione popisy jednego zawodnika. Jordan grał wspaniale (jego średnie z finału to 31,2 punktu, 11,4 asysty i 6,6 zbiórki na mecz) ale to zespołowa obrona Bulls, którzy pozwolili Lakers zdobyć zaledwie 458 punktów w pięciu meczach, przesądziła o wyniku serii.
Jordan mógł wreszcie zrzucić z siebie „klątwę Chamberlaina” i zamknąć usta wszystkim niedowiarkom, którzy kwestionowali jego zdolności przywódcze. „Nigdy nie myślałem, że odbiorę to tak emocjonalnie” – wyznał ze łzami w oczach, ściskając trofeum mistrzowskie.
Sezon 1991/92 – kolejne mistrzostwo Bulls w cieniu wyznania Magica
Zaledwie na kilka dni przed rozpoczęciem sezonu Magic Johnson podał do publicznej wiadomości, że jest nosicielem wirusa HIV. Ogłosił jednocześnie, że rezygnuje z gry w NBA i poświęci się uświadamianiu społeczeństwu zagrożeń związanych z HIV i AIDS. W jednej chwili zakończyła się trwająca dwanaście lat, ukoronowana pięcioma tytułami mistrzowskimi i trzema nagrodami MVP kariera jednego z największych zawodników w historii ligi. Ten sezon okazał się też ostatnim dla Larry’ego Birda, którego kontuzja pleców ograniczyła występy do zaledwie 45 meczów, w których wciąż notował solidną średnią ponad 20 punktów na mecz.
Podczas gdy scenę NBA opuszczali ci dwaj wielcy zawodnicy, coraz mocniej wchodzili na nią gracze Bulls, prowadzeni wprawną ręką Phila Jacksona. Bilans z poprzedniego roku poszedł w zapomnienie, gdy Jordan i spółka wygrali aż 67 meczów – czwarty najlepszy wynik w historii ligi. Do bogatej już kolekcji tytułów i rekordów Jordan dołożył szósty z rzędu tytuł najlepszego strzelca i trzecią nagrodę MVP. Jego średnia punktowa (30,1 na mecz) była najniższa od sześciu lat, ale do głosu coraz mocniej dochodzili też jego utalentowani partnerzy – Scottie Pippen (21,0 ppg) i Horace Grant (14,2 ppg, 10 rpg).
Cleveland, w którego barwach grało dwóch zawodników formatu All-Star (Mark Price i Brad Daugherty) wygrało 57 spotkań i razem z Portland zaliczyło drugi najlepszy bilans ligi. To wszystko okazało się jednak za mało wobec Jordana, który odprawił ich do domu po sześciu meczach finału konferencji.
Na Zachodzie prym wiedli żądni rewanżu po nieudanym poprzednim sezonie gracze Portland. W pokonanym polu zostawili Lakers, Phoenix, a po twardej przeprawie także prowadzonych przez Johna Stocktona i Karla Malone’a graczy Utah Jazz. Podobnie jak rok wcześniej, zdołali wyrwać rywalom jedno zwycięstwo na ich terenie, ale Bulls wygrali dwa z trzech spotkań w Portland, a po powrocie na własny parkiet dokończyli dzieło w efektownym stylu.
W meczu nr 6, przy stanie 3-2 dla drużyny Jacksona, gracze z Oregonu niespodziewanie przez większą część spotkania utrzymywali sporą przewagę – po trzech kwartach prowadzili 79-64. Wtedy jednak Pippen i rezerwowi (Scott Williams, B.J. Armstrong, Bobby Hansen i Stacey King) wrzucili wyższy bieg, rozpoczynając czwartą kwartę serią 14-2. Bulls złapali drugi oddech, a wspaniała gra Jordana i Pippena, którzy zdobyli ostatnie 19 punktów swojej drużyny, przypieczętowała los meczu i całej serii. „Potrzebowaliśmy meczu, który ułożyłby się nie do końca po naszej myśli” – wyjaśniał później Phil Jackson. „Tak, by nasi młodzi zawodnicy pokazali, na co ich stać. Być może zabrzmi to śmiesznie, ale właśnie tak było.”
Sezon 1992/93 – Byki pokonują Słońca i zdobywają trzecie mistrzostwo z rzędu
Phoenix Suns notowali co najmniej 50 zwycięstw w każdym z czterech sezonów między 1988 a 1992 rokiem, pod wodzą doświadczonego trenera Cottona Fitzsimmonsa. Suns zrobili wielki krok naprzód w 1988 roku, ściągając rozgrywającego Kevina Johnsona i podpisując kontrakt z wolnym agentem Tomem Chambersem. Patrząc na rozwój młodych zawodników, Jeffa Hornacka i Dana Majerle’a, można było być pewnym regularnych występów Suns w play-offach. Ale klub miał na uwadze coś więcej niż tylko udział w rozgrywkach posezonowych.
Trzy dni po zakończeniu finału 1992 roku Phoenix ogłosił wymianę z Philadelphią, w której oddał Hornacka, podstawowego skrzydłowego Tima Perry’ego i rezerwowego centra Andrew Langa, otrzymując w zamian supergwiazdę Charlesa Barkleya – tego samego roku sięgającego z „Dream Teamem” po złoto olimpijskie.
Suns natychmiast stali się jednym z głównych kandydatów do mistrzostwa. Wygrali 62 spotkania sezonu zasadniczego, przetrwali pierwszą rundę play-off z Lakers, pokonali San Antonio i zmierzyli się z Seattle w finale konferencji zachodniej. SuperSonics, grający bez żadnej wyraźnej gwiazdy, sprawili rywalom spore kłopoty, doprowadzając do siódmego meczu rozegranego w Phoenix i wygranego przez gospodarzy.
Bulls, którzy postawili sobie za cel zdobycie trzeciego z rzędu tytułu mistrzowskiego, w sezonie zasadniczym wygrali 57 spotkań, ale mimo to nie mieli przewagi własnego parkietu w finale konferencji wschodniej, bo rywalizowali z Nowym Jorkiem, który zanotował 60 zwycięstw. Obie drużyny łatwo awansowały do finału konferencji, wygrywając po dwa z czterech pierwszych meczów – zawsze przed własną publicznością. Chicago wygrało mecz nr 5 w Nowym Jorku i zamknęło rywalom drogę do finału, triumfując także w kolejnym spotkaniu we własnej hali.
W wielkim finale drużyna ze Wschodu wygrała dwa pierwsze mecze w Phoenix, potwierdzając przewidywania ekspertów, ale Suns wygrali dwa z trzech kolejnych spotkań w Chicago, doprowadzając do meczu nr 6 na własnym parkiecie. Szóste spotkanie finału wygrali jednak goście, 99-98, dzięki znakomitemu rzutowi Johna Paxsona za trzy punkty na 3,9 sekundy przed końcową syreną.
Cała seria zapamiętana została jako ta, w której tylko raz wygrała drużyna grająca u siebie – Chicago w meczu nr 4. Bulls stali się trzecim zespołem w historii NBA, który zdobył co najmniej trzy tytuły z rzędu – wcześniej dokonały tego Boston (1959–1966) i Minneapolis (1952–1954).
„Myślę, że motto, które najbardziej mnie uderzyło, to Three-peat: trudna droga” – mówił Phil Jackson, gdy było już po wszystkim.
Sezon 1993/94 – Jordan odchodzi, Olajuwon najlepszy
Największa wiadomość sezonu 1993/94 padła miesiąc przed jego rozpoczęciem. 6 października Michael Jordan, trzykrotny zdobywca nagrody MVP sezonu regularnego i finałów, ogłosił w wieku 30 lat, że kończy karierę koszykarską, tłumacząc się realizacją wszystkich swoich sportowych celów. Odejście Jordana miało ogromny wpływ na ligę – wydawało się, że teraz każdy zespół ma szansę na mistrzostwo.
Siedem drużyn wygrało co najmniej 55 spotkań. Najwięcej zwycięstw miało Seattle (63), o mecz od finału w poprzednim sezonie. Houston Rockets, prowadzeni przez zdobywcę tytułu MVP sezonu, Hakeema Olajuwona, wygrali 58 spotkań. Na Wschodzie dwie drużyny stawiające na grę obronną, New York i Atlanta, wygrały po 57 meczów, podczas gdy Bulls, grając bez Jordana, spisały się zaskakująco dobrze, notując 55 zwycięstw. Phoenix, walczący z kontuzjami Barkleya i Kevina Johnsona, wygrał 56 spotkań, a San Antonio z Davidem Robinsonem zaliczyło swój najlepszy sezon w historii – 55 zwycięstw.
Młody skład Denver dokonał czegoś, co wydawało się niemożliwe, stając się pierwszą w historii ligi drużyną z ósmym numerem rozstawienia, która pokonała zespół rozstawiony z numerem pierwszym – odrabiając straty 0-2 w serii z Seattle już w pierwszej rundzie. Houston łatwo poradziło sobie z Portland, następnie, również odrabiając straty 0-2, pokonało Phoenix w siedmiu meczach, a potem Utah w pięciu, awansując do finału NBA po raz pierwszy od 1986 roku.
Nowy Jork, który przez cały sezon zmagał się z kruszącą się obroną, pokonał New Jersey, przetrwał dwie siedmiomeczowe serie ( z Chicago i Indianą) i awansował do finału po raz pierwszy od 1973 roku. Ale Knicks, w swojej trzeciej z rzędu siedmiomeczowej serii, ulegli Houston, które zdobyło pierwszy tytuł mistrzowski w historii klubu, wygrywając mecz nr 7 na własnym parkiecie 90-84. Była to pierwsza seria finałowa od 1955 roku, w której żaden zespół w żadnym ze spotkań nie zdobył co najmniej stu punktów.
Hakeem Olajuwon długo pracował na status supergwiazdy. Podczas gdy inne gwiazdy (Larry Bird, Magic Johnson, Michael Jordan, Charles Barkley czy Isiah Thomas) zachwycały tłumy, „The Dream” rozwijał się powoli i spokojnie. Olajuwon w swoim drugim sezonie w NBA awansował z Rockets do finału w 1986 roku, ale na tytuł musiał czekać aż do 1994, kiedy został wybrany MVP ligi i przyniósł Houston pierwsze mistrzostwo w historii miasta w jakimkolwiek sporcie zawodowym.
Wygrał przy tym swój prywatny pojedynek z Patrickiem Ewingiem, notując średnio 26,9 punktu na mecz w serii, w której cały zespół Houston zdobywał 86,1 punktu na mecz. Do tego dokładał 9,1 zbiórki, 3,6 asysty i 3,86 bloku na spotkanie… a to właśnie jego blok na Johnie Starksie zapewnił Rockets zwycięstwo 86-84 w meczu nr 6. W rywalizacji z Jordanem to w końcu Olajuwon założył na palec mistrzowski pierścień, zdobywając tytuły MVP sezonu zasadniczego i finałów.
Sezon 1994/95 – panowanie Hakeema
Największa wiadomość tego sezonu padła pięć miesięcy przed jego rozpoczęciem. Po siedemnastu miesiącach przerwy Michael Jordan postanowił porzucić swoje hobby (baseball) dla prawdziwej miłości, jaką była koszykówka. Gdy wrócił, 19 marca, założył koszulkę z numerem 45, ale emocje, jakie wywoływał wśród kibiców, były dokładnie takie same jak dawniej. Bulls nie zdołały wprawdzie przebrnąć przez drugą rundę play-offów, ale powrót Michaela pozwalał ekipie z Chicago z optymizmem patrzeć w przyszłość.
Finały 1995 roku były konfrontacją młodości z doświadczeniem. Młody, ale utalentowany zespół Orlando Magic wygrał 57 spotkań sezonu zasadniczego i pokonał w drodze do finału ekipy Bostonu, Chicago i Indiany – co ciekawe, Magic dotarli do finału już w szóstym roku istnienia klubu. Tymczasem broniący tytułu Houston Rockets mieli poważne problemy z przebrnięciem przez play-offy, a kluczem do sukcesu okazali się doświadczeni weterani, przede wszystkim Hakeem Olajuwon. Koszykarz rodem z Nigerii zdobył swój drugi z rzędu tytuł mistrzowski, wygrywając finał 4-0.
Mistrz pozostał ten sam, ale w lidze zaszło sporo zmian. Wprowadzono nowe zasady, w tym bliższą linię rzutów za trzy punkty, mającą zachęcić zawodników do zdobywania większej liczby punktów i ograniczyć spowalniającą tempo gry, siłową rywalizację pod koszem.
Narodziły się też nowe gwiazdy (Grant Hill z Detroit i Jason Kidd z Dallas) obaj uhonorowani wspólnie nagrodą debiutanta roku.
Sezon 1995/96 – 72-10, dominacja Byków
To nie był sezon idealny dla Chicago Bulls… w ciągu sezonu zasadniczego przegrali 10 z 82 spotkań, a w play-offach ulegli tylko trzy razy. Ale niewiele im brakowało do ideału.
Był to sezon ekscytujący z wielu powodów – do ligi dołączyły dwa nowe zespoły, z Vancouver i Toronto. Po czteroletniej przerwie do gry powrócił Magic Johnson. Trener Atlanty, Lenny Wilkens, zaliczył swoje tysięczne zwycięstwo w karierze. Ale wszystkie te wydarzenia pozostawały w cieniu wyczynu Chicago Bulls z Michaelem Jordanem.
Bulls ustanowili nowy rekord zwycięstw w sezonie zasadniczym, wygrywając aż 72 spotkania – o trzy więcej niż Lakers w sezonie 1971/72. W swoim pierwszym pełnym sezonie po powrocie do ligi Jordan po raz ósmy został najlepszym strzelcem NBA, bijąc tym samym rekord Wilta Chamberlaina (siedem takich tytułów), a do tego zdobył nagrody MVP sezonu zasadniczego, MVP Meczu Gwiazd oraz MVP finałów.
Innym ważnym wydarzeniem sezonu był tytuł najlepszego rozgrywającego dla Johna Stocktona – nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że zdobył go już po raz dziewiąty. Rozgrywający Jazz stał się też najlepiej przechwytującym zawodnikiem w historii NBA. Robert Parish rozgrywał tymczasem swój dwudziesty sezon w karierze – ewenement, który do dziś pozostaje rzadkością. Magic Johnson wrócił, by pomóc swoim ukochanym Lakers, a fani mogli po raz kolejny podziwiać jego uśmiech i niesamowite podania – tym razem w roli silnego skrzydłowego.
NBA stała się w pełni międzynarodową ligą, gdy swoje pierwsze mecze rozegrały drużyny z Kanady: Vancouver Grizzlies i Toronto Raptors. Oba zespoły wygrały swoje inauguracyjne spotkania, ale dla obu był to jeden z nielicznych miłych akcentów całego sezonu. Sporą niespodzianką był wybór w drafcie przez przedstawiciela Raptors, Isiaha Thomasa, niewysokiego Damona Stoudamire’a. Isiah uchodził jednak za eksperta od oceny talentu na pozycji rozgrywającego – wybór skrytykowany nawet przez część fanów Toronto, ale Stoudamire w trakcie sezonu udowodnił swoją wartość, zdobywając nagrodę debiutanta roku. Grizzlies, wybierając Bryanta Reevesa, nie trafili równie celnie jak Toronto, choć z czasem i on pokazał, że może się przydać zespołowi.
Sezon 1996/97 – NBA świętuje 50-lecie, piąty tytuł Bulls
Michael Jordan i Chicago Bulls zrobili to po raz kolejny w sezonie 1996/97, pokonując Utah Jazz i zdobywając piąty tytuł mistrzowski lat 90. Jazz zanotowali najlepszy bilans w historii klubu, kończąc sezon zasadniczy z 64 zwycięstwami i tylko 18 porażkami, ale Karl Malone nie zdołał dostarczyć przesyłki w postaci tytułu mistrza NBA.
Bulls, prowadzeni przez najlepszego strzelca ligi Jordana (29,6 ppg), bardzo wszechstronnego Scottiego Pippena (20,6 ppg, 6,5 rpg, 5,7 apg i 1,88 spg) oraz króla zbiórek Dennisa Rodmana (16,1 rpg), wygrali w sezonie zasadniczym 69 spotkań przy zaledwie 13 porażkach, wyrównując drugi najlepszy bilans w historii ligi – dokładnie tyle samo, co Lakers w sezonie 1971/72. Trzy porażki w ostatnich czterech meczach nie były tragedią, ale gdyby nie one, Bulls mogliby po raz drugi z rzędu przekroczyć granicę 70 zwycięstw.
Ekipa z Chicago wygrała oczywiście rywalizację w konferencji wschodniej oraz w Central Division, w której druga drużyna (Atlanta Hawks), w barwach której grali obrońca roku Dikembe Mutombo (3,30 bpg, drugi wynik ligi za Shawnem Bradleyem – 3,40 bpg) oraz Mookie Blaylock (lider przechwytów, 2,72 spg) – miała aż 13 zwycięstw mniej. Dalej uplasowało się Detroit z 54 wygranymi, a spore niespodzianki sprawiali gracze Charlotte.
Na czele Atlantic Division znaleźli się Miami Heat, prowadzeni przez trenera i jednocześnie prezydenta klubu, Pata Rileya. Heat zakończyli sezon z bilansem 61-21. Alonzo Mourning (19,8 ppg, 9,9 rpg) był solidny jak zwykle, ale kluczem do sukcesu Miami byli rozgrywający Tim Hardaway (20,3 ppg, 8,6 apg) oraz zaskakujący Voshon Lenard i Isaac Austin, zdobywcy nagrody za największy postęp roku. Heat byli lepsi od Knicks w sezonie zasadniczym i potwierdzili to w siedmiomeczowej serii play-off, po czym odpadli w finale konferencji, pokonani przez Bulls.
Na Zachodzie rządzili Utah Jazz z Karlem Malone’em i Johnem Stocktonem, który po raz pierwszy od dziewięciu lat nie wygrał klasyfikacji najlepszych rozgrywających, ustępując Markowi Jacksonowi. Jazz uzupełniali młodzi, utalentowani gracze – center Greg Ostertag, skrzydłowi Bryon Russell i Shandon Anderson oraz obrońca Howard Eisley.
MVP sezonu wybrano Malone’a, który znalazł się w czołowych dziesiątkach ligi w punktach (27,4, drugi wynik), zbiórkach (9,9, dziesiąty) i skuteczności (55,0%, szósty). Ekipa z Salt Lake City zakończyła sezon z bilansem 64-18, wyprzedzając o siedem zwycięstw w dywizji Midwest zespół Houston Rockets, w którym grało trio weteranów: Hakeem Olajuwon, Charles Barkley i Clyde Drexler.
Seattle SuperSonics, prowadzeni przez duet liderów Gary’ego Paytona (21,8 ppg, 7,1 apg) i Shawna Kempa (18,7 ppg, 10 rpg), po zwycięstwie nad wzmocnionymi Shaquille’em O’Nealem (26,2 ppg, 12,5 rpg) Lakers, zostali pokonani w siedmiomeczowej serii przez Houston Rockets, którzy z kolei przegrali w finale konferencji z Utah Jazz.
50-lecie NBA
Sezon 1996/97 był pięćdziesiątym w historii ligi. Z tej okazji, podczas Meczu Gwiazd rozgrywanego w Gund Arena w Cleveland, władze NBA przedstawiły listę pięćdziesięciu najlepszych koszykarzy w historii ligi. Znaleźli się na niej między innymi: Michael Jordan, Wilt Chamberlain, Magic Johnson, Larry Bird, Karl Malone, John Stockton, Bill Russell, Scottie Pippen, Shaquille O’Neal i wiele innych wspaniałych nazwisk, które w ciągu tych pięćdziesięciu lat tworzyły historię najlepszej ligi koszykarskiej świata.
Sezon 1997/98 – Byki po raz trzeci z rzędu
Sześć tytułów mistrzowskich w ciągu ośmiu lat. Chicago Bulls wiedzieli, że nie będzie łatwo, ale też, że nie jest to niemożliwe i mogłoby zapewnić im miejsce wśród najlepszych drużyn w historii NBA.
Sezon 1997/98 Bulls rozpoczęli bez swojej gwiazdy, Scottiego Pippena, który leczył kontuzję stopy i musiał z tego powodu opuścić aż 35 spotkań. W pierwszej piątce świetnie zastąpił go Chorwat Toni Kukoč. Po trudnym początku, gdy zespół miał bilans 8-7, nastąpił przełom – ekipa z Illinois wygrała 16 z kolejnych 20 spotkań, a przy powrocie Pippena jej bilans wynosił już 24-11.
Odrodzeni Indiana Pacers, prowadzeni przez młodego trenera Larry’ego Birda i złożeni niemal wyłącznie z weteranów, przez połowę sezonu prowadzili na Wschodzie. Ale Bulls wygrali 25 z kolejnych 29 spotkań i triumfowali w konferencji z bilansem 62-20. Michael Jordan, ze średnią 28,7 punktu, po raz dziesiąty został najlepszym strzelcem ligi, a po raz piąty wybrano go MVP sezonu. Dennis Rodman po raz siódmy został najlepszym zbierającym ligi, notując średnio 15 zbiórek na mecz. Scottie Pippen w drugiej połowie sezonu, jak zwykle, prezentował kapitalną, wszechstronną formę.
Pacers, prowadzeni przez Reggiego Millera (19,5 ppg) i Rika Smitsa (16,7 ppg), wspierani przez Chrisa Mullina (18,9 ppg, przy najlepszej w lidze skuteczności rzutów wolnych – 93,9%), zakończyli sezon z bilansem 58-24 (drugie miejsce na Wschodzie), co zapewniło Larry’emu Birdowi tytuł trenera roku. W Atlantic Division Alonzo Mourning (19,2 ppg) i Tim Hardaway (18,9 ppg, 8,3 apg) pomogli Miami Heat Pata Rileya zakończyć sezon z bilansem 55-27, o 12 zwycięstw lepszym od New Jersey Nets i trapionych kontuzjami Knicks.
Na Zachodzie rządzili Utah Jazz… mimo problemów zdrowotnych Johna Stocktona i Karla Malone’a (27,0 ppg, 10,3 rpg) Jazzmani zakończyli sezon zasadniczy z bilansem 62-20, wygrywając przy tym dwa mecze z Chicago Bulls. W drodze do finału Jazz pokonali między innymi Lakers, w których szeregach grali znakomity Shaquille O’Neal (28,3 ppg, 11,4 rpg), Eddie Jones (16,9 ppg, 2,00 spg) i młody talent, Kobe Bryant (15,4 ppg). Lakers wcześniej pokonali Seattle SuperSonics, mających taki sam bilans jak drużyna z Kalifornii: 61-21. Zespołowi z Seattle nie pomogła rewelacyjna gra Gary’ego Paytona (19,2 ppg, 8,3 apg, 2,26 spg) i Vina Bakera (19,2 ppg)… ponownie zawiedli w play-offach.
Kolejnymi drużynami w rozstawieniu były San Antonio Spurs z debiutantem roku Timem Duncanem (21,1 ppg, 11,9 rpg, 2,51 bpg) i znakomitym Davidem Robinsonem (21,6 ppg, 10,6 rpg, 2,63 bpg) na czele, oraz Phoenix Suns – obie ekipy z bilansem 56-26.
Chicago w dwóch pierwszych rundach play-off wygrało najpierw 3-0 z New Jersey Nets, a potem 4-1 z Charlotte. W trzeciej rundzie Bulls pokonali po zaciętej, siedmiomeczowej rywalizacji Indiana Pacers 4-3. W finale na drużynę Jordana czekali Utah Jazz, którzy wcześniej wygrali z Houston Rockets (3-2), San Antonio Spurs (4-1) i Los Angeles Lakers (4-0).
Przed finałową rywalizacją Jazzmani mieli dziewięć dni odpoczynku, co dawało im przewagę nad zmęczonymi koszykarzami z Chicago, dodatkowo osłabionymi kontuzją kciuka Dennisa Rodmana. Wyglądało na to, że wiek coraz mocniej daje się we znaki graczom Bulls, ale Jordan nie przejmował się tym zbytnio: „Cieszę się tą chwilą. Nie możemy być jeszcze niczego pewni i dlatego doceniamy każdy kolejny krok na drodze do tytułu” – mówił.
Pierwszy mecz finału, rozgrywany w Utah, wygrali gospodarze, ale w drugim lepsi byli Bulls, triumfując 93-88… najwięcej punktów dla zwycięzców zdobył Jordan (37).
Rekordowy pogrom w Chicago
W trzecim meczu, rozgrywanym już w Chicago, Bulls upokorzyli Jazzmanów, wygrywając 96-54. Był to najgorszy wynik punktowy, jaki jakakolwiek drużyna zanotowała w meczu NBA od czasu wprowadzenia zegara 24 sekund w sezonie 1954/55, a zarazem rekord najniższej liczby punktów zdobytych w historii finałów NBA (poprzedni należał do Syracuse – 71 punktów w 1955 roku). Po tej porażce nikt nie dawał już większych szans Jazzmanom, ale w meczu nr 5 udowodnili, że są doświadczonym zespołem, wygrywając 83-81. Seria wróciła do Salt Lake City.
Mecz nr 6 stał się kolejną magiczną kartą w karierze Michaela Jordana. Pippen narzekał na ból pleców, więc to Michael wziął na siebie ciężar gry. Po przechwycie w końcówce spotkania sam przebiegł całe boisko i, mijając broniącego go Bryona Russella, trafił rzut na 5,2 sekundy przed końcem meczu, dający Bulls zwycięstwo 87-86. Jordan zdobył w tym spotkaniu 45 punktów, a Chicago wywalczyło swój trzeci tytuł z rzędu.
„Duża niespodzianka” – powiedział z przekąsem komisarz David Stern, wręczając Jordanowi już szóstą nagrodę Finals MVP. „Michaelu Jordanie, zaszczycasz nas swoją obecnością.”
W tym sezonie Jordan zdobył także tytuł MVP Meczu Gwiazd, rozgrywanego w Madison Square Garden w Nowym Jorku, gdzie zaliczył 23 punkty i poprowadził Wschód do zwycięstwa 135-114 – dowód na to, że mimo zaawansowanego jak na koszykarza wieku, wciąż z dziecinną łatwością ogrywał znacznie młodszych od siebie rywali.
Sezon 1998/99 – bliźniacze wieże panują w NBA
Sezon ten, skrócony do zaledwie pięćdziesięciu spotkań w wyniku lokautu, który przez pierwsze miesiące wstrzymał rozgrywki NBA, przyniósł nowe uczucie w sercach fanów Sacramento: optymizm. Kibice Kings mogli cieszyć się nie tylko z bardzo dobrych występów swojej drużyny w play-offach, ale i z nadziejami patrzeć w przyszłość.
Po raz pierwszy od 14 lat Kings przekroczyli w sezonie zasadniczym granicę 50% zwycięstw, zwracając na siebie uwagę reszty ligi. Tylko brak doświadczenia i celny rzut Johna Stocktona w końcówce meczu powstrzymały ekipę z Sacramento – Kings prowadzili już w serii z Jazz 2-1 i gdyby nie ten rzut, wygraliby całą rywalizację 3-1 i awansowaliby do drugiej rundy. Jazz wygrali jednak mecz nr 5 i całą serię 3-2. Entuzjazm w Sacramento nie zgasł jednak ani na chwilę – skrzydłowy Chris Webber, który przeszedł z Washington do Sacramento w trakcie przerwy międzysezonowej, był najlepszym zbierającym ligi (13 rpg), debiutujący rozgrywający Jason Williams zapowiadał się na jednego z najlepszych na swojej pozycji, a Vlade Divac pozostawał solidnym i wszechstronnym uzupełnieniem składu.
Sezon 1998/99 zapamiętany zostanie jednak przede wszystkim jako ten, w którym w lidze panowali Tim Duncan i David Robinson z San Antonio Spurs. Ci dwaj znakomici gracze podkoszowi zdobyli wraz ze swoim zespołem mistrzostwo NBA, pokonując w finale New York Knicks 4-1. Knicks stali się przy tym pierwszą w historii drużyną, która awansowała do finału, będąc rozstawioną z ósmym numerem w play-offach…po drodze pokonali Miami, Atlantę i Indianę.
Dla trzech weteranów (Seana Elliotta, Davida Robinsona i Avery’ego Johnsona) tytuł mistrzowski oznaczał znacznie więcej niż mogłoby się wydawać. „Przebyłem długą drogę, by spełnić swoje marzenia” – powiedział Robinson. „Ten cel długo mi przyświecał, a teraz go osiągnąłem. Teraz muszę wyznaczyć nowe, na tyle trudne, by pomogły mi się ciągle doskonalić. To wielka satysfakcja odbierać tytuł po tylu latach wyrzeczeń i niepowodzeń.”
Bohaterem piątego meczu z Knicks, który zapewnił Spurs mistrzostwo, był Avery Johnson, który na 47 sekund przed końcem trafił decydujący rzut, dający jego drużynie zwycięstwo 78-77. „To zabawne” – wspominał Johnson. „Kiedy dołączył do nas Steve Kerr, zapytałem go podczas jednego z obozów treningowych, co czuł, trafiając ważne rzuty przeciwko Utah. Odpowiedział, że to niesamowite uczucie, ale trzeba wiedzieć, że się trafi, i nie wahać się nawet przez ułamek sekundy. Zająłem dogodną pozycję, osiemnaście stóp od kosza, skąd często trafiam, i po otrzymaniu podania umieściłem piłkę w koszu.”
Tytuł MVP finałów przypadł Timowi Duncanowi, który przez cały sezon grał znakomicie, a play-offy potraktował jako okazję do udowodnienia swojej wielkości. Po piątym meczu trener Knicks, Jeff Van Gundy, powiedział o nim: „Spędziliśmy wiele czasu na przygotowaniach, oglądaliśmy masę filmów i muszę teraz powiedzieć, że Tim Duncan jest obecnie najlepszym zawodnikiem w NBA. Nie chodzi tu nawet o umiejętności, ale o zrozumienie gry i dojrzałość. Gdy oglądasz zawodnika, widzisz, czy jest materiałem na zwycięzcę, czy nie. Tim jest urodzonym zwycięzcą.” Biorąc pod uwagę bilans Spurs (37-13) i ich dominację przez cały sezon, trudno się z tą oceną nie zgodzić.
Sezon 1999/2000 – Lakers i Shaq na tronie
Center Los Angeles Lakers, Shaquille O’Neal, był w sezonie 1999/2000 zupełnie nowym zawodnikiem. Po raz pierwszy od sezonu 1994/95 był w pełni zdrowy – kontuzje kciuka i kolana miał już za sobą. Jego nowy trener, Phil Jackson, wprowadził w Los Angeles taktykę trójkąta ofensywnego, a O’Neal stał się najważniejszym ogniwem tego stylu gry. Jackson, sześciokrotny mistrz NBA jeszcze jako trener Chicago, potwierdził też wysoką wartość solidnej gry obronnej i dbałości o kondycję zawodników.
Shaq był więc na dobrej drodze, by całkowicie zapanować nad ligą. „On jest najbardziej dominującym zawodnikiem w NBA” – powiedział trener Indiana Pacers, Larry Bird, po tym jak Lakers wygrali mecz nr 6 finałów 116-111 i zdobyli mistrzostwo. „Jest potężny i bardzo silny. Świetnie gra pod koszem. Dominuje na tyle, że jego zespół może w kolejnych latach zrobić w NBA wielkie rzeczy.”
Lakers nie mieli jednak tylko jednego gwiazdora. Znakomicie grał też Kobe Bryant, rozgrywający swój czwarty sezon zawodowy i notujący najlepsze średnie w karierze: 22,5 ppg, 6,3 rpg, 4,9 apg, 1,61 spg przy skuteczności rzutów 46,8% – został też wybrany do pierwszej piątki najlepszych obrońców ligi. Bryant z meczu na mecz udowadniał swoją przydatność… w półfinale konferencji zachodniej, na 2,6 sekundy przed końcem meczu nr 2 z Phoenix, trafił rzut dający zwycięstwo jego drużynie, a w meczu nr 4 finałów zdobył osiem z całych swoich 28 punktów w dogrywce.
To jednak O’Neal był największą gwiazdą Jeziorowców. Był liderem ligi w punktach (29,7 ppg) i skuteczności (57,4%), drugim zbierającym (13,6 rpg), trzecim blokującym (3,03 bpg) i czwartym pod względem liczby minut na parkiecie (40 mpg). 6 marca, w swoje 28. urodziny, Shaq świętował zdobycie 61 punktów w meczu z Clippers. Prowadził też Lakers do imponujących serii zwycięstw… 19, 16 i 11 spotkań z rzędu. Zdobył nagrodę MVP sezonu zasadniczego w imponującym stylu, otrzymując w głosowaniu 120 ze 121 możliwych pierwszych miejsc.
Swoją wartość potwierdził w play-offach, notując średnio 30,7 ppg i 15,4 rpg, a jego wielkość najlepiej było widać w samym finale: 38,0 ppg, 16,7 rpg i niesamowita skuteczność 61,1%. Po meczu nr 6 finałów, w szatni Lakers, O’Neal podsumował sezon krótko: „Teraz mamy jeden tytuł. Musimy pracować na drugi, trzeci, czwarty, piąty. I tak się stanie.”
Inne wydarzenia sezonu: Charles Barkley zakończył trwającą 16 lat karierę, głównie z powodu poważnej kontuzji. Michael Jordan powrócił do NBA, ale w zupełnie nowej roli – prezydenta Washington Wizards. Do gry wrócił też Sean Elliott, który musiał zrobić sobie przerwę od koszykówki z powodu poważnej choroby.
Ta dekada, która przyniosła koszykówce tyle wielkich triumfów, pożegnała też jednego z jej twórców. 12 października 1999 roku, w wieku 63 lat, zmarł Wilt Chamberlain – zawodnik, którego rekordy (w tym słynne sto punktów w jednym meczu z 1962 roku) do dziś pozostają punktem odniesienia dla całej ligi. Odeszło też dwóch aktywnych wtedy zawodników – Bobby Phills zginął 12 stycznia w wypadku samochodowym, a Malik Sealy 20 maja, również w wypadku drogowym.
Lata 90. w NBA – najważniejsze fakty w skrócie
- Mistrzowie NBA dekady (1990/91–1999/2000): Chicago Bulls sześciokrotnie (1991, 1992, 1993, 1996, 1997, 1998), Houston Rockets dwukrotnie (1994, 1995), San Antonio Spurs (1999), Los Angeles Lakers (2000). Bulls zdominowali dekadę, zdobywając mistrzostwo w sześciu z dziesięciu sezonów.
- Dwa oddzielne three-peaty: Chicago Bulls zdobyli dwie serie trzech tytułów z rzędu (1991-1993 i 1996-1998), przedzielone siedemnastomiesięczną przerwą Michaela Jordana na karierę w baseballu.
- Rekord wszech czasów: Bulls w sezonie 1995/96 ustanowili rekord 72 zwycięstw w sezonie zasadniczym – wynik, który przetrwał jako rekord ligi przez ponad dwie dekady.
- Wstrząsający moment dekady: ogłoszenie przez Magica Johnsona zakażenia wirusem HIV tuż przed sezonem 1991/92, kończące jego karierę w wieku 32 lat.
- 50-lecie NBA: sezon 1996/97 uczczono ogłoszeniem listy pięćdziesięciu najlepszych zawodników w historii ligi podczas Meczu Gwiazd w Cleveland.
- Koniec pewnej epoki: 12 października 1999 roku zmarł Wilt Chamberlain, jedna z największych postaci w historii koszykówki, autor rekordu 100 punktów w jednym meczu z 1962 roku.
- Nowa generacja gwiazd u progu tysiąclecia: sezon 1999/2000 przyniósł pierwsze mistrzostwo Shaquille’a O’Neala i Kobe’go Bryanta, otwierając erę, która miała zdominować początek lat 2000.
- Rekord obronny nie do pobicia: 96 punktów zdobytych przez Chicago Bulls w meczu nr 3 finałów 1998 (przy 54 punktach Utah Jazz) to wciąż najniższy wynik punktowy drużyny w historii finałów NBA od czasów wprowadzenia zegara 24 sekund.
FAQ – najczęstsze pytania o NBA w latach 90.
Sześć… w sezonach 1991, 1992, 1993, 1996, 1997 i 1998. Za każdym razem, gdy Jordan grał pełny sezon w Chicago Bulls, kończyło się to tytułem mistrzowskim, co czyni go jednym z najbardziej efektywnych zwycięzców w historii sportu zawodowego.
6 października 1993 roku, w wieku 30 lat, ogłosił zakończenie kariery koszykarskiej, tłumacząc to realizacją wszystkich swoich sportowych celów. Przez siedemnaście miesięcy próbował sił w zawodowym baseballu, po czym wrócił do NBA 19 marca 1995 roku.
Houston Rockets, prowadzeni przez Hakeema Olajuwona, zdobyli dwa kolejne tytuły – w 1994 i 1995 roku – wykorzystując okno, jakie otworzyło się po odejściu Jordana z ligi.
72 zwycięstwa, ustanowione przez Chicago Bulls w sezonie 1995/96 – rekord, który poprawił o trzy zwycięstwa poprzednie osiągnięcie Los Angeles Lakers z sezonu 1971/72. Rekordy pobili Golden State Warriors w 2016 (73:9)/
Tuż przed sezonem 1991/92 Magic Johnson poinformował opinię publiczną, że jest nosicielem wirusa HIV, i ogłosił natychmiastowe zakończenie kariery zawodniczej. Wydarzenie to miało ogromny wpływ na świadomość społeczną dotyczącą HIV/AIDS w Stanach Zjednoczonych, a sam Johnson później jeszcze wielokrotnie wracał na parkiet – między innymi w sezonie 1995/96.
Podsumowanie
Lata 90. to dekada jednego nazwiska, wypisanego jednak nie w jednej, ciągłej linii, lecz w dwóch oddzielnych rozdziałach – Michael Jordan i Chicago Bulls zdominowali ligę w sposób, jaki wcześniej udało się osiągnąć tylko Boston Celtics w latach 60. Między tymi dwoma rozdziałami zmieściła się jednak cała galeria innych wielkich historii: wstrząsające wyznanie Magica Johnsona, spełnienie wieloletnich marzeń Hakeema Olajuwona, obchody złotego jubileuszu ligi i pierwsze kroki nowej generacji gwiazd, która miała przejąć pałeczkę w kolejnym tysiącleciu.
Dekada zakończyła się symbolicznie – śmiercią Wilta Chamberlaina, jednej z postaci, które stworzyły fundamenty tej ligi, oraz pierwszym mistrzostwem Shaquille’a O’Neala i Kobe’go Bryanta, dwóch zawodników, którzy mieli zdefiniować początek zupełnie nowej ery NBA.