Kiedyś rywalizował z Carterem, dziś jest na dnie.

Czasami w sporcie jest tak, że sława szybko przychodzi i jeszcze szybciej odchodzi. Historia sportu zna wiele zmarnowanych talentów. Dzisiejszy bohater jest jednak wyjątkowy. Zaczynałem się interesować koszykówką w latach 90. Wychowałem się na baskecie Michaela Jordana i Chicago Bulls. NBA po 1998 roku nie była już dla mnie taka sama, ale nadal starałem się oglądać sporo spotkań w najlepszej koszykarskiej lidze świata. Szczególnie zapamiętałem sobie rok 2000. To właśnie w tym roku odbył się jeden z najlepszych konkursów wsadów w historii NBA. Główną rolę odgrywali w nim: Vince Carter, Tracy McGrady i… Steve Francis. Lepszego konkursu wsadów nie widziałem (Zach LaVine vs. Aaron Gordon to drugi najlepszy). Rozgrywający Houston Rockets podbił w tym konkursie moje serce. Co ten facet wyprawiał to głowa mała. Steve Francis był artystą jeśli chodzi o umiejętność akrobatycznego wkładania piłki do kosza, 191 cm wzrostu i 43 cale wyskoku, czyli 109.22 cm! Ostatecznie Francis w konkursie zajął drugie miejsce. Wygrać nie miał szans, ponieważ trafił do Matrixa, którym był Vince Carter.

Steve-Francis-Houston-Rockets

Wtedy ten gość był niesamowity, dziś ma 39 lat i niestety jest symbolem upadku zawodowego sportowca, ale od początku…

HistoriaNBA

Steve Francis trafił do draftu NBA w 1999 roku. Notował świetne statystyki na Uniwersytecie w Maryland: 17 punktów, 4 zbiórki i 3 przechwyty na mecz. Został wybrany z numerem 2 przez Vancouver Grizzlies. Francis nie zamierzał grać w Kanadzie i domagał się transferu do innego klubu w USA. Warto przypomnieć, że do NBA z draftu trafili wtedy: Baron Davis, Lamar Odom, Wally Szczerbiak, Richard Hamilton, Shawn Marion i Jason Terry. Ostatecznie Francis stał się częścią trade’u z udziałem trzech drużyn i dziesięciu koszykarzy. Młody Stevie trafił do Houston Rockets. Debiut w NBA miał znakomity. Rozegrał 77 spotkań notując średnio 18 punktów, 6 asyst i 5 zbiórek. Razem z Eltonem Brandem otrzymali tytuł dla Debiutanta Roku NBA.

SteveFrancisElton brand

Kolejne sezony były jeszcze lepsze w wykonaniu Francisa, ale jego Houston Rockets nie potrafili awansować do Playoffs w latach 2000/2001, 2001/2002 i 2002/2003. Francis notował wtedy średnio 21 punktów, 7 zbiórek i 6 asyst na mecz. Wystąpił dwukrotnie w All Star Game.

Jego styl gry był niesamowity. Steve Francis to była lepsza wersja Derricka Rose’a z początków gry w Chicago Bulls. Gość był niesamowicie szybki, silny fizycznie, skoczny, a sztuka ball-handlingu nie mała przed nim żadnych tajemnic. Był mistrzem crossovera. Chyba tylko Allen Iverson mógł się z nim równać w tej sztuce. Zresztą sami zobaczcie….

W NBA Playoffs Francis zagrał dopiero w sezonie 2003/2004, ale Houston Rockets trafili na Los Angeles Lakers i przegrali po 5 meczach.

W kolejnym sezonie doszło do wymiany zawodników na linii Houston Rockets – Orlando Magic. Francis trafił do drużyny Magic. Pierwszy sezon w barwach Orlando miał bardzo dobry, świadczą o tym statystyki: 21 pkt., 6 zb. i 7 ast. na mecz. Magic w składzie Steve Francis – Grant Hill i Dwight Howard nie awansowali do Playoffs.

Steve Francis
Jon / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)

Już w czasach gry w Orlando coraz częściej mówiono o problemach osobistych Francisa. Dodatkowo Stevie stracił swojego wieloletniego przyjaciela, bowiem Orlando wytransferowało do Sacramento Cuttino Mobleya. Orlando pozbyło się również Francisa. Stevie trafił do New York Knicks. Mocno przytył i notował jedynie 11 pkt. 3 zbr. i 3 ast. na mecz.

Nieodpowiedni styl życia poza parkietem doprowadził do kolejnej zmiany drużyny. Francis trafił do Portland, ale nie dostał tam szansy, zwolniono go bardzo szybko.

Ostatnią deską ratunku dla Francisa było ponownie Houston Rockets. W Houston Francis zagrał jedynie 10 spotkań, miał najgorsze statystyki w karierze. Mimo to podjął rękawicę, schudł 7 kilogramów przed początkiem sezonu 2008/2009. Nic to nie dało. Houston pozbyło się Francisa i trafił on do… Grizzlies, miejsca, w którym nigdy nie chciał grać. To chyba było przeznaczenie. Jakoś specjalnie nie dziwi mnie fakt, że nie rozegrał żadnego spotkania w barwach Memphis. Tak, to już nie była Kanada, tylko miasto Memphis, ale wszyscy pamiętali jak Francis potraktował Grizzlies w 1999 roku. Taki paradoks, to była ostatnia drużyna w karierze Francisa w NBA.

W NBA za Francisem nikt już nie tęsknił, dlatego koszykarz wybrał Chiny. W drużynie Neijing Ducks grał tragicznie. Spędził w Chinach miesiąc i ponownie wrócił do USA.

Właśnie w ten sposób zakończyła się kariera Steviego “Franchise” Francisa. Wielka szkoda!

Steve Francis zmarnował swój wielki talent. Roztrwonił 103 mln dolarów, które zarobił przez 8 sezonów gry w NBA. Statystyki tego koszykarza z całej kariery to: 18 pkt., 4 zbr. i 6 ast. na mecz.

Jest mi przykro, kiedy czytam czasami wzmianki o Francisie. Kompletnie się zatracił i praktycznie jest w tej chwili na dnie.

Ameryka zna wiele przykładów zmarnowanych talentów. Steve Francis to bez wątpienia niespełniony talent. Każdy w życiu może ponieść porażkę, upaść, ale ważne, żeby po czymś takim wstać. Stevie jeszcze tego nie zrobił.

Ten facet był kiedyś mega popularny, był na okładce NBA Live 2002! Zatem jakie są przyczyny jego upadku?

Znane powiedzenie mówi Nam, że jesteśmy “kowalami własnego losu”, po części tak, ale warto także pomyśleć o tym, że nie na wszystko w życiu mamy wpływ. Nie usprawiedliwiam tutaj Francisa, ale warto spojrzeć na jego przykład nie tylko z jednej perspektywy. Zbyt duża presja związana z grą w NBA, śmierć matki w 1995 roku, słaba psychika i wreszcie złe towarzystwo, to moim zdaniem przyczyny upadku Francisa. Do tego jeszcze ogromne pieniądze, sława, brak umiejętności zarządzania kasą, to kolejne przyczyny. Dziś ma 39 lat, mętny wzrok, twarz zniszczoną przez narkotyki i alkohol. Kiedy patrzę na obecnego Francisa, mówię – wrak człowieka.

Bardzo mu kibicuję. Cholernie chciałbym, żeby się wreszcie podniósł! Miał szansę być częścią Galerii Sław NBA, talent miał większy od Iversona, lecz to na nic. Słaba psychika, złe wybory, kontuzje, brak przyjaciół przyczyniły się do jego upadku. Jednak poza NBA istnieje także normalne życie, także Stevie gra się zawsze do końca, nie poddawaj się!

Opracował: Marcin Mendelski
Nieobiektywny kibic

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Nie Przegap
Utah Jazz w końcu awansowali do finałów NBA w 1997 roku. Karl Malone został MVP…
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x